Nie czytaj, nie zrozumiesz

Mało rzeczy w życiu układa się tak, jak byśmy tego chcieli - ale pewnie to wiecie. Zazwyczaj musimy zawalczyć, wycisnąć siódme poty, narobić sobie życiowych zakwasów, pozdzierać kolana, przeboleć pęcherze na stopach i na rzęsach zejść z boiska. Czasami wygrani, z medalem na szyi i głośnymi brawami, które aż odbijają się echem od naszego ego. Czasami jednak przegrywamy. 



Przegrywamy i żaden czekoladowy batonik (nawet z nadzieniem) nas nie pocieszy, żadne piwo wypite z kumplem pod blokiem i żaden nowy, supermegamodny ciuch z ulubionej sieciówki. 

Pocieszyć nas może tylko perspektywa tego, że mamy jeszcze szanse spróbować, bo zawsze jest szansa. Pocieszyć może również spokojne odczuwanie we wszystkich mięśniach, kościach i kosteczkach, przyjęcie na klatę porażki - przyznanie się do błędu. Wiem, nikt tego nie lubi, zwłaszcza tak zapatrzone w siebie istoty, jak ja. 

Począteczki


Zwłaszcza początki czegoś, po czym nie wiesz czego możesz się spodziewać. Zwłaszcza początki, na które nie byłaś przygotowana, bo zdawało się, że już nie musisz być przygotowana, martwić się i bać o przyszłość - jest poukładana, chronologicznie wszystko będzie następowało po sobie, a Ty wystarczy, że usiądziesz z kubkiem swojej ukochanej kawy i popatrzysz na życie, które samo Cie uszczęśliwia, podsuwając pod nos same łakocie.

I KLAP! Po mordzie. Ale to nic, podnosisz się - to pewnie pomyłka, to nie o mnie chodzi.
KLAP! Znów w mordę. 

Więc teraz popatrz uważniej. Nadal sądzisz, że wszystko jest tak, jak być powinno? No wiesz, rodzina, dziecko, obiadki z piersi kurczaka, warzywniak za domem, świeża sałata, buzi na do widzenia, kolacja pod nos, pranie wywieszone i schnie, od czasu do czasu nawet duże zakupy, mały kotek, nowe meble na raty, kocham i nienawidzę, jakieś rude włosy, jakieś płacze, niezrozumienia, prawdziwa przyjaźń. I na koniec jeszcze trochę wina. Albo piwa. Albo wódy, czterdzietoprocentowej, cuchnącej, najważniejszej.

Wymiękasz? To patrz dalej. Niespełnione, poschnięte marzenia, chrapanie, znów zawiodłeś, fundamenty nie wylane, połamane paznokcie z resztką lakieru, bezsenność, obrzydzenie, ludzie gadają, nie ma siły, macierzyństwo, roczek, śmiech przez łzy, plany w dupę, dam-radę-dam radę-dam-radę. 

Zrozumiałaś już? Czy już się obudziłaś, droga panienko? Twoje życie nie przypomina bajki. Nie przypomina nawet komedii. To jeden, wielki, wielgachny dramat - tylko dlatego, że na to pozwoliłaś. Chciałaś, żeby było jak w powieściach Sparksa, a zrobią się z tego za chwilę Dzieci z dworca ZOO. Parszywy ten świat, nie ma co. Wymyślasz sobie historyjkę, z hepi endem i miłością w tle, a tu serfują zarwane noce, pampersy, prawie-samotne macierzyństwo.

Więc teraz strzepnij resztki snu z powiek, rozklej rzęsy sklejone żalem, pretensjami i smutkiem. Spróbuj zawalczyć o lepsze życie, lepsze wspomnienia i lepszą siebie.
Szansa - zawsze - pamiętasz? Ja tutaj będę. Będę i wszystko, choćby miało bardzo boleć, spiszę.