Jak to jest zajść w ciąże w wieku 18 lat?


Widzisz w Przychodni Zdrowia młodą matkę z dzieckiem i lampisz się na nią, jak na eksponat w muzeum. O ile lubisz historie, rzecz jasna. I zastanawiasz się, siłą rzeczy, czy jest mężatką, dyskretnie szukając obrączki na jej palcu. 



Obstawiasz, że ma góra dziewiętnaście lat, a dziecko jakieś półtora roku, czyli... I szybko obliczasz, ile miała, gdy zaszła. Dobrze, że z matmą u Ciebie nie najgorzej, bo musiałbyś poszukać w swoim smartfonie kalkulatora, nie? 

No właśnie, tak wygląda ta nasza polska rzeczywistość, naaaajbardziej ją widać u wieśniaków. I kurcze, nie udawajmy, że tak nie jest i że "wcale tak nie robimy". Wiem, moja opinia jest dla wielu z Was krzywdząca, bo blogerzy to jedna z niewielu grup ludzi, która myśli szerzej, bardziej, mocniej. I mądrzej (można myśleć mądrzej? Chyba właśnie popełniam jakiś błąd stylistyczny). Ale mniejsza z tym, wiecie o co mi chodzi? 

Na wsi tak już jest, że z chęcią szukamy sensacji i plotki o koleżance z równoległej klasy, która "zaciążyła", " zabrzuszyła" i "coś ją nieźle urządliło", rozchodzą się jak świeże bułeczki. Prosto z Twojej ulubionej piekarni.

Ale po co to piszę. A więc.

Opowiem Ci coś na własnym przykładzie, dobra? No bo nie jestem przecież wykształcona, by sypać tu przykładami z literatury czy czegoś równie mądrego. W końcu jestem głupią, młodą matką. Więc będzie o mnie.

Dawno temu...



Pamiętam, że w ogólniaku robili nam pierwsze i ostatnie próbne matury na poważnie. Wiesz, większość się sraczkowała jak im pójdzie, bo zaraz oceny semestralne i dobrze by było zarobić plusa za próbną. Dzieciaki z nas były, nie powiem.

Wylądowałam wtedy w szpitalu, ale opowiem Ci o tym kiedy indziej, dobra? Dzień przed maturami wyszłam do domu. Byłam w kiepskim stanie, psychicznym i fizycznym. Czekałam na okres, tak jak dzieci na gwiazdkę i prezenty. Łudziłam się, że to przez pobyt w szpitalu. Płukania żołądka nie zapomnę do końca mojego smutnego życia. Żartuje, fajnie mam życie. Ale płukanie nie było fajne.

Okresu się nie doczekałam. I tylko to zaprzątało moją, wtedy blond, czuprynę. Olaboga, jak ja się bałam. I wiedziałam, no wiedziałam, że teraz to już na bank zaszłam. 

Ale jaja, myślałam sobie. Nic więcej. 

Kupilam test. A! Zapomniałam Ci powiedzieć! To było pół roku po mojej osiemnastce. Młoda byłam, w klasie maturalnej, zakochana, na amen, na zabój, na bank PKO.

5 minut. Na teście jak wół dwie kreski. Pozytywny, kurwa, pozytywny. Ale jaja...

Wyszłam z łazienki. Pamiętam, że smażyliśmy wtedy placki ziemniaczane, Twoje ulubione. Patelnia mi się w oczach dwoiła. Olej szczypał w twarz, rzepakowy oczywiście, bo na droższy nas stać nie było.

Uśmiechnęłam się głupkowato. Domyśliłeś się. Wtedy jeszcze czytałeś w moich myślach. Już nie czytasz, choć ja wciąż uśmiecham się głupkowato. Niekiedy.


Stało się. Ale w sumie przecież wiedzieliśmy oboje, że dzieci z kapusty nie wyskakują, a bociany mają z tym niewiele wspólnego. Jeeeezu, mam nadzieję że dzieci mnie nie czytają. Wszyscy jesteście pełnoletni, prawda? No. To dobrze. Chcecie wiedzieć co było dalej?

Ludzie, którzy o nas plotkują potrafią bardzo wkurzyć, zdołować, odebrać radość życia. I teraz pytanie za sto punktów - o czym pomyślałam, gdy trzymając test ciążowy w ręku odrobinę ochłonęłam? A no, pomyślałam: co ludzie powiedzą? Wiecie, taka dobra uczennica. Z pewnością świetnie zda maturę i pójdzie na dobre studia, wiele osiągnie bo przecież taka zdolna i mądra dziewczyna. A tu taki klops. No, klops.

Bardzo się bałam, jak zareagują moi rówieśnicy, nauczyciele w ogólniaku, sąsiedzi i pani w spożywczaku. Co powie moja rodzina i dyrektor w szkole. Jak to będzie, przecież jestem gówniarą - planowałam Woodstock, a nie dziecko!

Puściła się!

Ma być szczerze, tak? No więc każda laska poniżej 25 roku życia, która zachodzi w ciąże - z pewnością się puściła! No bo jak to, taka smarkula z brzuchem? To mówi samo za siebie, nie? No i to mnie, wkurwia NAJBARDZIEJ. Nie ogarniam, dlaczego panuje takie przeświadczenie? Tak jakby w ciąże zachodziło się od ILOŚCI UPRAWIANEGO SEKSU.

A więc, dla wszystkich nie wtajemniczonych -  w ciąże zachodzi się po JEDNYM razie.

Czajo? No to dobrze. Teraz coś ci powiem, ale uprzedzam, że prawda jest brutalna. Znam kilka dziwek (chyba mogę tak nazwać kobiety, które nie szanują swojego ciała? Bądź co bądź, współczuje im). Owe laski z każdej dyskoteki, wracają z innym facetem i oddają mu swoje ciało, w zamian za to, że odwiózł je do domu.

Swoją drogą - istnieją jeszcze faceci, którzy odwożą dziewczyny po imprezie BEZINTERESOWNIE? W każdym razie, wspomniane dziw** rzadko zachodzą w ciąże, bo doskonale wiedzą, jak się zabezpieczać. Nie tracą głowy z powodu jakiegoś tam zakochania, bo seks w ich wykonaniu jest po prostu transakcją - Kupisz mi coś - pójdę z Tobą do łóżka. Ale o gumce nie zapominam, kolego. Znam jedną, która zaszła dopiero, gdy się zakochała. Choć wiecie, bywają wyjątki, jak w ortografii.

Więc co, ustaliśmy już, że młodziutkie matki to nie dziwki? Mam nadzieję, że mnie zrozumieliście. Można zajść w ciąże za 2.000setnym razem, można za 8mym (z jednym facetem), jak ja. Kwestia wieku? Wiecie jak się robi dzieci? I czy 18 latka czy 30 latka muszą "uczynić" to samo.

Jak ja Ci współczuje

I znów - kolejny stereotyp. Młodej matce trzeba współczuć, że życie jej się właśnie skończyło - a tej trochę starszej - gratulować nowo poczętego członka rodziny. Pft?

Nie wiem czy wiecie, ale matce (każdej) z łatwością (większą lub mniejszą) przychodzi rozstanie się z dotychczasowym życiem. Fakt, bywa trudno, ciężko i do dupy, na początku. No i są wyjątki (znów?), które po urodzeniu dziecka dotychczasowego trybu życia nie porzucają. Ale to wyjątki.

W rzeczywistości młode mamy są tak samo dobrymi matki, jak te starsze. Nie ma tu reguły - są tylko stereotypy i wścibstwo ludzki.

Więc nie współczuj młodej matce, że zaszła w ciąże, bo choć może ona jeszcze tego nie wie - w jej brzuchu rośnie mała fasolka, która wynagrodzić jej KAŻDE WYRZECZENIE.