Przypominajka o (nie)miłości

Muszę coś napisać, cokolwiek, bo pęknę. Rozwali mi głowę od nienapisanych słów, nieułożonych akapitów, niepogrubionych zakończeń.




Nie kocham Cie.
Nie kocham Cie.
Nie kocham Cie - powtarzam sobie do znudzenia.

Bo niby za co miałabym Cie kochać?

Oczy, które patrzą z czułością.

***

Jestem z koleżanka z dzieciństwa. Wpadła do mnie na pogaduchy. Cieszę się, fajnie jest, na luzie. Palę za dużo szlug, a ona za dużo milczy. Zdarza się, nie? Czasami zamki, które budowaliśmy kilka lat, burzą się w jedną zimę. Pękają ściany, sufit leci na łeb, jakby nawet niebo sprzysięgło się przeciwko Tobie.

A więc siedzimy u mnie. Kawa? Kawa. Ja - czarna, mocna, bez cukru. Ty. Nawet nie wiem, jaką pijesz kawę. Z cukrem? Okej. Mam dużo cukru.

Chociaż wiesz, u mnie nie kupuje się cukru, bo nikt nie używa. Tylko on używa. Używał. Wyprowadził się, mówiłam Ci.

Kupił zapas.

Pije tą kawę i myślę tylko o tym, że używasz Jego cukru.

Cukier.
Cukier.
Cukier.

Pojechałaś.

***

Młody, nie rozumiesz, że mam robotę i musisz posiedzieć w spacerówce? Przestań jęczeć.

Jęczy dalej.

Jęczy. Puchnie mi głowa, mózg, serce. Dobra, pobawmy się, ale tylko chwilę. Sam ściąga sobie skarpetki, wciskam mu je z powrotem, zachodzi się ze śmiechu. Naciąga mu skarpetki z Myszką Miki na ręce.

Skarpetki na rękach. Pamiętam.

Miał jakieś 4 miesiące i nie chciał już doić smoczka. Bardziej pasowały mu paluszki, pamiętasz? Pediatra i moja mama ostrzegali, że jeśli nauczy się ssać kciuk, tak koniec. Więc nakładaliśmy mu skarpetki na ręce, gdy zasypiał. Ty nakładałeś. Na moich rękach zasypiał, a Ty w pośpiechu szukałeś skarpetek i nakładałeś mu je najdelikatniej, jak tylko potrafiłeś.

Dziś ma 14 miesięcy i już nie potrzebuje ich na rączkach. Ale ta naiwna zabawa przenosi mnie w czasie. Przenosi mnie do czasów, gdy tak bardzo cieszyliśmy się naszym małym skarbem. Tak mi się wtedy wydawało. Życie nas czasem okrutnie oszukuje, wiesz?

***

Sprzątam. Sprzątam w szafce, w której zawsze robiłeś bałagan. Wrzucałeś tam portfel, fajki, plakietkę z pracy, niedojedzone chipsy i dopiero kupione prezerwatywy.

Nie ma tam gumek, ani Twoich rzeczy. Coś jednak znajduje. Jakąś karteluszkę, zmiętą i chyba często czytaną.
Kocham Cie myszko.

Nie kończę sprzątania tej szafki. Idę na papierosa. Mam mokre policzki.

***

Niech to szlak trafi. Znów drzwiczki od szafy mi się poluzowały. Biorę telefon i chce wystukać Twój numer, i przypomnieć, że masz w końcu kupić te dłuższe wkręty. Ale nie mam Cie w ostatnio wybieranych, ani nawet w tych najczęściej.

Szlak.
Szlak.
Szlak.

Zapomniałam, że się rozstaliśmy. Zapomniałam. No idiotka. Idiotka.

***


Wcale nie brakuje mi tej pieprzonej niepewności, huśtawki nastrojów, rzucania słowami w obdartą ścianę. Nie brakuje mi nerwów przez Twoje niepicie, #choćtakbardzochciałbyśwypić. Nie brakuje mi bałaganu w szafce, Twoich nieumytych kubków po kawie i koszulek porozrzucanych po pokoju, niczym statki, kurwa, kosmiczne.

Nie brakuje mi. Ale i tak mnie boli.