Była chora

Leżała w łóżku. Byłam tego pewna, choć napisała mi na fejsie, że właśnie bierze się za obiad.

Byłam pewna, że leżała w łóżku, bez makijażu i chęci do życia. Bez chęci nawet do umycia włosów czy zębów. Byłam pewna, że nie chciało jej się żyć. Czułam to pod skóra i na wierzchniej warstwie buta. Paznokcie bez ustanku mi się podrywały , gdy myślałam o tym, jak ona bardzo musi cierpieć i jak bardzo nie wie, co się z nią dzieje.

Tak rzeczy można czasem łatwo zauważyć, wystarczy dokładniej się przyjrzeć, spojrzeć trochę dalej niż czubek własnego, zapudrowanego nosa. Wystarczy wyjrzeć zza fejsbuka i instagramowych fot, przysłuchać się dźwiękom, które lekceważymy, bo wolimy posłuchać Eneja. 

Spojrzałam. Posłuchałam. Widziałam cały przekrój jej duszy - widziałam, bo moja dusza była kiedyś podobna, a może była wręcz identycznie wyprana i podziurawiona bez przyczyny? Była jak coś, co zajmuje Ci szafę, ale jednak nie możesz tego wyrzucić - na przykład suknia ślubna. No bo jaką trzeba być suką, żeby wyrzucić swoją suknie ślubną? 

Otworzyłam szafę, nie miałam tam sukni ślubnej, choć gdzieś, w którymś pudełeczku z kolczykami, pałętał się jeszcze nieaktualny pierścionek zaręczynowy. No trudno, bywa, życie - pocieszałam się coraz rzadziej. Założyłam na siebie cokolwiek. Czarne legginsy, bokserkę, emo buty, za krótki sweter, jakąś apaszka, nie, apaszki nie chce, kurtkę jeszcze, ta zimową, bo pizga złem na dworze. Mama by mnie opierdoliła za te przeklony, mówię Wam, ale na szczęście śpi. 

Jadę do tej mojej zagubionej duszy. I wiem co mi powie - powie mi, że wszystko w porządku, albo nie powie nic, bo ta małpa wyssie z niej nawet głos. Znajdę ją w łóżku, albo w łazience nad kiblem, wymiotującą tabsami, które wzięła, by ze sobą skończyć. 

Albo znajdę ją już martwą, bo ta małpa jest też śmiertelna. 


Lubimy bagatelizować ważne sprawy, a gloryfikować pierdoły, prawda? Depresja nie jest pierdołą i może zabić. Wtedy to nie zainteresowany podcina sobie żyły, tylko depresja przykłada mu nóż do przedramienia, nadgarstka, gardła. 

Żyła, kiedy przyjechałam. Patrzyła na mnie tępym wzrokiem, cała owinięta w pomiętą kołdre. Schudła, widziałam po cieniutkiej jak papier, skórze. I po kościach policzkowych, które przeraźliwie wystawały ponad jej twarz. 

- Miałam gotować obiad, ale zdrzemnęłam się. - wyszeptała i próbowała przykleić do ust uśmiech, co wyglądało ogromnie przerażająco i złowrogo, prawie jak laleczka czaki, która uśmiecha się z telewizora, gdy znów emitują z nią film.

Pomogłam jej wstać, wykapać się i ubrać. Zeszło nam ze cztery godziny albo i dłużej. Mogłam się wkurwiać i złorzeczyć, kazać jej zagęścić ruchy i być głupią suką, ale wiedziałam, że ona nie może poruszać się szybciej i widziałam, że robi wszystko na co jeszcze była w stanie się zdobyć. 

Zawiozłam ją do szpitala. Bo była chora. Nie leniwa, nie była ofiarą losu i nie była "po prostu w dołku". Była chora, tak samo jak Twój wujek jest chory na gruźlice czy matka na cukrzyce. Rozumiesz? 

To nie był jej wymysł i nie mogła zwalczyć tego siłą woli. Powiedz mi, czy cukrzycę można zwalczyć siłą woli i po prostu wmówić sobie, że jej nie ma, żeby wyzdrowieć? Czy można przestać chorować na raka, gdy tylko się bardzo postarasz?

Depresja oprócz tego, co dzieje się w głowie, ma też inne objawy, wiesz? Opowiem Ci o tym następnym razem. A teraz zastanów się, czy nie masz przyjaciela, który leży w łóżku, choć napisał Ci na fejsie, że idzie gotować obiad.






Powyższy tekst powstał w ramach akcji #walczezdepresją, o której możecie więcej przeczytać tutaj. Każdy z Was może również do niej dołączyć.