Cieszę się, że widzę Ciebie znów

Cieszę się, że widzę Ciebie znów. Choć było tyle ciężkich słów, tyle niepotrzebnych słów. /Pezet




wrzesień 2015

Doskonale Cie znam. Znam na pamięć Twój uśmiech, sposób, w jaki stawiasz kroki, gdy jesteś wkurwiony i wiem też, kiedy się peszysz, bo powiedziałam coś zbyt bezpośredniego. Jak to ja. Wiem też, że było między nami różnie, raz lepiej, raz gorzej - dużo ludzi nam kibicowało - jeszcze więcej pukało się w głowę, gdy szliśmy za ręce. Pamiętasz? Ja nie pamiętam już, kiedy ostatni raz dotykałeś mojej dłoni.

Teraz jest dziwnie, inaczej, obco. Nie widzę Cie już, gdy rano się golisz i nie widzę, jak układasz usta, gdy chcesz powiedzieć mi tamte dwa słowa.


Od dawno mi ich nie mówisz.

Teraz jest dziwnie. Ludzie wciąż szepczą mi o Twoich nowych dziewczynach, o wódce i słowach, tak obrzydliwych, jak tylko słowa potrafią być, którymi mnie nazywasz. Opisujesz mnie nimi, ubierasz mnie w nie, jak w letnią sukienkę, gdy temperatura sięga trzydziestu stopni na plusie.

Ja jednak jestem na minusie. Oboje jesteśmy - nienawidzimy się, ale wiem, że to tylko reakcja obronna naszych organizmów. Tak reagujemy, właśnie w ten sposób bronisz się przed moim niekochaniem. Właśnie tak się bronię.

październik 2015

Wszyscy mi mówią, że mnie nie kochasz. Nawet sąsiadka z naprzeciwka i nasza kwiaciarka. Wszyscy, wiesz? Masz mnie w dupie tak wielkiej, jak wielkie dupy mają amerykańskie grubasy. Amerykańskie Grubasy, wybaczcie. Ale ja nie mam w dupie. Nigdy nie potrafiłam mieć. Naiwna blondynka z rudymi włosami i nieudanym ombre. Noż kurwa.

Zadzwoniłam.


- Powiedz mi, że mnie nie kochasz, wprost.
- Ja cie już dawno nie kocham!


Rozłączyłam się. A później otworzyłam koniak i poszłam po szklankę.

listopad 2015

Żyjemy sobie, żyjmy sobie. Nie masz bladego pojęcia o naszej rzeczywistości, a ja nie chce mieć pojęcia o Twoim świecie.

Nie wiesz, że Młody umie już kopać piłkę, mówi myju myju, przytula się do Franka i... kurwa, mam dość bycia tandetną. Nie zamierzam ubolewać, rzygać, błaźnić się. Boli to boli, to normalne, że boli i znak, że żyję. Urosłam przez te trzy miesiące. Choć schudłam pięć kilo - urosłam.

Spotkaliśmy się.

Mogłam krzyczeć o tym, co mi zrobiłeś. Mogłam urządzić scenę teatralno-komediową na chodniku, w tłumie gapiów, na do widzenia albo na cześć. Mogłam się popłakać, awanturować, nie odzywać, mówić za dużo, odgrażać się albo wybaczać. Albo mogłam w ogóle nie przyjść.

Przyszłam. I nie zrobiłam nic po za odpaleniem fajka Twoją zapalniczką. Nie zrobiłam nic, bo nie było po co ani dla kogo.

- Cieszę się, że widzę Ciebie znów, wiesz? - wystukałabym to na maszynie, ale szkoda byłoby papieru, skoro mogę to tak po prostu powiedzieć.

Urosłam, choć schudłam pięć kilo. Zgubiłam pięć kilo boczków, sadła, tłuszczu. Ale urosłam, bo przybyło mi spokoju, akceptacji. Cholernej akceptacji - bo pogodziłam się ze stratą Ciebie. Mam chyba więcej sił niż na początku i zrozumiałam, że pomimo wszystko, jest dobrze. Stabilnie.

Wracałam do domu spokojnie. I nuciłam, że;

naprawdę cieszę się, że widzę Ciebie znów, choć było tyle ciężkich, tyle niepotrzebnych słów.




Cieszę się, że Cie widzę.