Jak produktywnie spędzać czas?

Kiedyś wydawało mi się, że serio, doba jest krótka. Chodziłam wtedy do ogólniaka i moim jedynym obowiązkiem były wątpliwej jakości prace domowe - głównie przepisywanie Wikipedii i zakuwanie na pamięć interpretacji lektur, wiecie - co autor miał na myśli. Na pamięć, kurwa.


I wiecie, że serio - biola, polak, matma, historia, jakiś tam ruski - i ja nie miałam czasu? Rwałam z głowy długie, tlenione włosy i płakałam w poduszkę, że nie mam czasu na życie. Bo jakie to życie, jeśli ósmy raz czytasz opis jakichś tam działań wojennych i dalej nie rozumiesz kto, kogo i dlaczego napier...?

Urodziłam młodego i okazało się, że czas to pojęcie względne, nijakie, plastyczne jak masa solna. Granica między dniem i nocą może zatrzeć się totalnie, jak u alkoholika w ciągu. Nie miałam kiedy zapalić fajki, zrobić sobie kanapki ani umyć włosów.

Serio.

Akurat mnie trafił się noworodek z tych "trudnych", wiecie, kolki, te sprawy. W sumie to ja do tej pory nie wiem, dlaczego on tak ryczał, ale za 10 lat na bank go zapytam. Pamiętam, że jak przespałam ciurkiem 3 godziny, to czułam się jakbym wygrała milion w totka. To też mu opowiem. 

Z czasem jednak powoli, poooooowolutku moje dziecko zaczęło przesypiać trochę więcej niż trzy godziny i dziś, po prawie 16 miechach, zdarza mi się (naprawdę!) przespać całą noc. 

Niekiedy wstaję xyz razy. I rano serio, nie wchodź mi w drogę.


Uroki macierzyństwa tak bardzo #bezcenne.




Mimo wszystko udaje mi się uskubać chwilę tylko dla siebie. Albo dwie chwile. Albo nawet dziesięć, kwestia używanej skali. I wiecie co wtedy jest ważne?

By w jak najkrótszym czasie zrobić jak najwięcej. 


To żaden wyścig, nie o to w tym chodzi. To nie szkoła, nie zawody w bieganiu, nie picie na umór - kto więcej, kto szybciej i kto lepiej. Nie o to w tym kaman, ale jeśli masz dla siebie dwie godziny wieczorem plus kilka dziesiątek minut w ciągu dnia - chcesz wykorzystać je maksymalnie, co nie? Przynajmniej ja chcę. Powiedzieć Ci jak to robię? 

Zawsze mam pod ręką to, co lubię

Zawsze pałęta się za mną zeszyt i długopis - ZAWSZE. Gdy tylko mogę, pisze sobie - tematy na bloga, których mam koło setki, akapity do powieści, która będzie BESTSELLEREM, tytuły rozdziałów, które napiszę, gdy tylko będę miała zbyt dużo czasu za dwadzieścia lat. I czasem sklejam jeszcze wiersze, których obiecuję Wam nie pokazywać. 

Do tyłka przykleja mi się też telefon i wiecie jak to jest - tam jest ewrifing - zdjęcia, komentarze na fejsie i blogger. I tam działam w tak zwanym "międzyczasie". Nawet posta można napisać w międzyczasie.

Zależy, czy chcesz


Jeśli próbujesz robić coś, cokolwiek, nie posiadając odpowiedniej motywacji i wiary, że się uda - nie rób tego. Jeśli Ty nie wierzysz w swój sukces - zazwyczaj nie zdarza się, by ktoś uwierzył za Ciebie. Czasami, owszem, spotykasz dobrych ludzi - ale uznajmy to za super mega cudne wyjątki.

Wyjątki nadal są tylko wyjątkami.

Więc jeśli nie chciałabym albo gdybym po prostu w tego bloga nie wierzyła - nie zarywałabym dziś nowy, by napisać ten tekst. I nie robiłabym głupich zdjęć na instagram.

Gdybym nie wierzyła, że kiedyś, kurna, w końcu, nauczę się robić z włosami cuda - nie wstawałabym o piątej rano w listopadzie, by dojechać do szkoły w sobotę. Rozumiesz? Motywacja - to kluczowe słowo. Jeśli masz motywejszyn plus odrobinę wiary, uda się zawsze znaleźć czas. Nawet przy rozdartym dziecku, które wciąż i wciąż budzi się w nocy.

Bądź leniem

Jeśli przez cały czas chcesz chodzić na najwyższych obrotach, może okazać się, że to co robisz, jest do tyłka. Z moimi tekstami tak jest - jeśli próbuje coś nienaturalnie często, albo nienaturalnie szybko napisać, to przynosi mi to beznadziejne skutki. Nie da się tego czytać i zapominam o rzeczywistości.

Robię to wbrew sobie.

Nie da się być perfekcyjnym w każdej dziedzinie życia. Dlatego czasem po prostu się wyłączam i tego czasu wcale, a wcale nie wykorzystuję. Po prostu kładę młodego na drzemkę i sama... idę spać. 

Idę spać. I to też jest produktywne spędzanie czasu, uwierz mi. Paradoksalnie. Bo nie wydaje Ci się czasem, że ludzie którzy "wszystko ogarniają" po prostu nie śpią?

Dobra organizacjaaaaaa


Skręciłam sobie organizer na krzywy ryj. Siadam wieczorem albo rano i wpisuję tam wszystko, co w najbliższym czasie chcę zrobić. Jakiś pierwszy krok do spełnienia wielgachnego marzenia, jakiś zagubiony mejl, na który muszę odpisać i jakąś niezałatwioną sprawe, która wisi nade mną jak kat nad swoją ofiarą.

I zapisuję tam też inspiracje - jakie kanały na jutubie chcę odwiedzić i jakich teoretycznych rzeczy na temat fryzjerstwa się nauczę. Gdy tylko nadarza się okazja - właśnie to robię. I ni huhu nie muszę zastanawićc się co mam z biedną Rudą, zrobić.

Ruda ma zawsze coś do zrobienia i zawsze ma też zaległą kawę do wypicia. Ale wiesz, nie zawsze tak było. To wszystko kwestia tego, czy odkryłeś już jakie rzeczy mają dla Ciebie znaczenie.

Kiedy już to znajdziesz, reszta później jak z płatka. Będziesz robił dużo w krótkim czasie.




I będziesz czuł satysfakcję. Tak jak ja dziś - że kończę ten tekst, idę spać, a w poniedziałek rano ułożę mglisty jak Londyn i płynny jak wódka, plan co do kilku następnych dni.