Trzy rzeczy, które zrobię swojemu dziecku

Wstałam wcześniej. Za oknem świat dopiero jaśnieje, budzi się jakby miał potężnego kaca, powoli, bez blichtru, bez rozmachu. Jest siódma rano. Kiedyś, dawno, dawno temu, wołami byście mnie nie ściągnęli z łóżka o tej nieludzkiej porze. Na bank, bez wyraźnego i bardzo dobitnego powodu nie wynurzyłabym nawet łydki zza kołdry.

Dziś wstałam wcześniej i trzymam już gorącą kawę w dłoniach - bez powodu. Lubię patrzeć na Młodego jak śpi, jak jego główka ląduje tam, gdzie zazwyczaj są nogi, a zrzucona skarpetka obok łóżeczka. Kiedy śpi, jest taki grzeczny - drogie matki, wiecie, co mam na myśli, prawda?

Kawa parzy mnie w dłonie, język, głowę. Zastanawiam się nad naszym losem i odpalam pierwszego fajka dziś. Wychodzę na pusty korytarz, pokonuję kilka schodków w dół. 

Nie jestem idealną matką. Idealne matki nie istnieją, jestem tego pewna prawie tak mocno, jak mocno musisz zaciskać zęby, by nie krzyknąć, gdy stukniesz się w najmniejszego palca u nogi. Ja stukam się nieustannie, taka ciamajda, wiesz. Jestem ciamajdą i kochającą matką i wiesz co? Myślę, że to rekompensuje choć część moich błędów. Myślałam o przyszłości Młodego. I obiecałam sobie, przy tej gorącej kawie, że zrobię mu w życiu trzy rzeczy:

Wychowam go w przekonaniu, że może dokonać wielkich rzeczy w życiu.

Może dokonać wielkich rzeczy w życiu - nie musi, ale może, jeśli tylko zechce. I nie chodzi mi o to, że nazbieram mu kasy na studia, dołożę się do kawalerki czy wyślę na staż do Wawy.

Chodzi mi o to, że pokaże mu Wielkich Ludzi, tych co to zmienili los historii, odkryli żarówki, samochody czy napisali dziesiątki cudownych książek. Pokaże mu, że Ci Wielcy Ludzie, byli kiedyś też malutcy.

Byli małymi chłopcami, jak on. 

Wiecie, jakie to ważne? Kiedy mieszkasz na wsi, jesteś całkiem zwyczajnym człowiekiem i do wielkich miast jest tak daleko, że wyjeżdżasz tam tylko, jeśli naprawdę musisz, ciężko jest uwierzyć, że możesz skonstruować coś fenomenalnego na skalę światową, że możesz wydać własną powieść, że możesz być drugim Waltem Disneyem.

Będę pielęgnować w nim wiarę.

Wiarę w siebie. To bardzo, kurwa, bardzo ważne w życiu. Tandetnie brzmi, z deka jest oklepane i niby wszyscy o tym wiemy. Tylko, że gdybyśmy rzeczywiście wierzyli - nie było by tylu bezrobotnych, nie byłoby tylu samobójców przez długi i nie byłoby takich kolejek do psychoterapeutów.

To, że mówimy o czymś w kółko, nie sprawia, że to się spełnia. Nic nie spełnia się samo, chyba, że mówimy o niepoprawionych zagrożeniach z matmy. One spełniają się prawie zawsze. 

I właśnie dlatego dziś, uroczyście obiecuję, ze nigdy nie będę gasić w swoim dziecku wiary w samego siebie - nawet jeśli pięćdziesiąty raz napisze źle literki w zeszycie w trzy linie. Usiądę obok i spróbuję z nim pięcdziesiąty pierwszy raz zrobić to dobrze.

Wiecie, jakie to cudowne? Aż mam chęć pokazać środkowy palec z obdrapanych lakierem, wszystkim, którzy bardzo współczuli mi, gdy zaszłam w ciąży. 


Mam tak wiele, że nawet najlepsza impreza z Bieberem to przy tym pikuś. Wiem, za tego Biebera to się po obrażacie. No to nawet koncert Comy, lepi?

Wiesz, zrobię coś jeszcze.

Opowiem mu o tym, jak spełnia się marzenia.

Opowiem mu o każdym swoim marzeniu, które udało mi się spełnić. Chcę by wiedział, że można, że to oczywiste, jak chodzenie siku po kawie. 

I właśnie dlatego muszę tych marzeń spełnić jak najwięcej.



Żeby mieć o czym mu opowiadać, sam rozumiesz.