Dziękuję Ci za ten miesiąc

Nie jestem naiwną blondynką z brzuchem wielkości trzech arbuzów razem wziętych, żeby uwierzyć, jak kiedyś wierzyłam, że to początek przyszłości usłanej różami. Po prostu zgarnęliśmy z drogi tamte rozpieprzone marzenia, żeby się o nie nie potknąć. I przecież pamiętam, że na nowe nie ma szans.



***
- Nie patrz mi tak prosto w oczy, bo za każdym razem coś do mnie wraca.
- Dobra. Mogę, kurwa, patrzeć na swoje nowe buty.

Patrzyłam na buty. A później jednym z nich przydeptałam peta i jak złodziej zakradłam się z powrotem do domu.

***
Nie powinnam w ogóle wychodzić z domu, gdy jesteś w pobliżu. 

- Nie rozumiesz, że nic z tego nie będzie? Nie po tym co Ty i Twoja rodzina mi zrobiliście!
- Ale przecież możemy się czasem spotkać, prawda? Jestem trzeźwy, mam prawo widywać małego.

Miał prawo, przecież wiedziałam.

***
To gorący temat, prawie jak tosty, które przed chwilą upiekłaś. Mieliśmy więcej adwokatów i prokuratorów, niż najgłośniejsze sprawy o morderstwo -  a przecież nikogo nie zabiliśmy - oprócz miłości. Jej autentyczność została zresztą podana w wątpliwość. Tylko, że ona była nasza, bez względu na to, czy istniała czy nie, więc po co tamci przyszli na jej pogrzeb? Nie lubię ich.

- Jakim prawem opowiadasz, że zaprosiłam Cie do domu na kawę, skoro byliśmy tylko na placu zabaw, do cholery?!
- Nic takiego nie opowiadam! 
- Posłuchaj, ja chcę, żeby sytuacja między nami była jasna, dobra? Cieszę się, że już się nie kurwiamy i przy tym zostańmy.
- Dobra!
- A teraz chodź na kawę, skoro i tak wszyscy o tym gadają.

***

Chaos wdarł się w mój świat tak niespodziewanie i z trzaskiem, że nie mogłam nad nim zapanować. Wiedziałam, że muszę trzymać się samej siebie, by nie spaść z tej cholernej karuzeli, na którą, przez pomyłkę, wsiadłam. Gówno prawda, wsiadłam na nią umyślnie. Dlatego nadal pisałam, czytałam,  wymyślałam nieśmieszne żarty, przestawiałam meble w pokoju -  żeby wszystko było po staremu. 

- Możesz mi powiedzieć, co tak w ogóle między nami jest? - uparzyłam sobie język gorącą kawą.
- A musimy to nazywać?

Nie musimy. Ja chyba jednak nie chce. 

***
Najbardziej na świecie to ja nie lubię nieszczęść, które zdarzają się niespodziewanie.

***
- Nie mam teraz czasu, mama wyjeżdża i muszę zająć się naszym małym i jeszcze swoim braciszkiem, więc sory, ale będę miałam dużo na głowie.
- Pomogę Ci.

Zaśmiałam się. Wyszło chyba cynicznie.

- Dopóki nie zapijesz, przecież wiesz.
- Nie zapiję.

Zobaczymy.

***
Nie zapiłeś. Spaliśmy w osobnych pokojach, bo ja w nocy wstałam do Piotrusia Pana, a Ty do Franuli. Choć wieczory spędzaliśmy w jednym, pamiętasz? Wytrwaliśmy. Ludziom omal nie wyszły oczy, gdy widzieli nas razem, pamiętasz?

Dziękuję Ci. I nie liczę na więcej, bo alkoholizm to nie grypa, że sama przejdzie, choć Ty wciąż w to wierzysz. Nauczyłam się nie angażować i nie produkować nowych wspomnień, bo później łatwiej będzie mi funkcjonować. Myślę też, że Twoja rodzina powinna nareszcie się odpierdolić i pozwolić nam żyć po swojemu. I powinni nareszcie dać sobie siana z moim kolorem włosów.

Ja chciałam tylko podziękować.