Jak czytać więcej książek?

Kiedy wróciłam z porodówki, ciężko było mi znaleźć wolną chwilę, żeby zrobić sobie tosta z tuńczykiem albo pomalować rzęsy tuszem z Avonu.


W sumie, to nie pamiętam żadnej czynności, na którą miałabym czas, a która nie wymagałaby trzymania na rękach tego małego, łysego stwora rządnego mleka jak sąsiedzi plotek o Twojej nowej dziewczynie.

Czytanie książek to byłby w tamtym okresie śmiech na sali, głupi żart, z kategorii tych, po których nikt nie wie, kiedy ma zacząć rechotać. Więc po kilku miesiącach zapomniałam nawet jaką przyjemność sprawiało mi czytanie książek.

Z czasem zaczęłam odzyskiwać swoją utraconą niepodległość, założyłam bloga, coraz częściej jeździłam do szkoły i nawet malowałam te rzęsy, czaicie. 

O książkach zapomniałam. 


Aż wkręciłam się w pisanie, zaczęłam szukać sposobów na doskonalenie i ulepszanie warsztatu - wiecie co się okazało? Po pierwsze - czytać. Po drugie - czytać. Po trzecie... takie tam różne. No ale przede wszystkim czytanie. A dla mnie ta czynność stała się tak egzotyczna, jak egzotycznie czujesz się, gdy przypływasz z polskiej wsi do Australii. 

No, ale stwierdziłam, że tak być nie może, bo kto jak kto, ale ja na czytanie powinnam znaleźć czas.


Chcesz wiedzieć, jak zmotywowałam się do czytania?


Przypomniałam sobie korzyści

Odkąd przestałam czytać, robię masę ortografów, zapomniałam jak poprawnie rozpisywać dialogi i jak powinien wyglądać dobry opis sytuacji, jak kreuje się bohaterów i jak budować napięcie, nawet w krótkim opowiadaniu.

Ktoś wytłumaczył mi, że nawet jeśli posiada się talent - bez pracy nad nim można go sobie wsadzić w tyłek i do końca stulecia pisać posty pod tytułem: 5 sposobów na... (nie żebym miała coś do takich postów, wiecie, tylko chodzi mi o progres).

Odstawiłam fejsa

I wiecie co, gdybym czas, który poświęcam na przeglądanie aktualności na fejsie, przeznaczył na czytanie książki - tygodniowo jedną pozycja murowana. I chyba ten argument przemawia do mnie najlepiej i najmocniej.

Postanowiłam się wzbogacić

W historie innych, w inne miejsca i inne przeżycia. Chcę przeczytać coś, co będzie zapierać mi dech w małych cyckach i robić bałagan w głowie. Chcę cos przeżyć, rozumienie? 

Postanowiłam poszerzyć horyzonty (fajnie brzmi, co nie?)

I dlatego czytam właśnie specjalistyczną książkę dotyczącą Melancholii. I dlatego też na poważnie wzięłam sobie w łapy podręczniki do nauki zawodu. 

Zmusiłam się

Autentycznie zmusiłam się do czytania w autobusie, gdy jadę do szkoły. Wcześniej włączałam Planeta albo Bonsona i odlatywałam, na godzinę - wiecie, czasami tak trzeba. Tylko, że szkoda mi tego czasu, bo przy dziecku jednak czytać nie mogę. Dlatego próbuję łapać równowagę i chociaż w jedną stronę do szkoły otwieram książkę.

Po za tym wpajam sobie nawyk czytania przy paleniu, chociaż to tylko kilka minut - dzięki temu nie rozstaję się z czytaną historią na zbyt długo i cały czas nią "żyję". 


Zazdroszczę osóbkom, które potrafią pisać recenzje - ja nie umiem i nie kręci mnie to w ogóle. Lubię jednak wyłapywać ciekawe fragmenty, wiecie, takie cytaty, które stawiają Wam na nogach gęsią skórkę. I to kolejny motywator - by na fanpejdżu dzielić się z Wami takimi perełkami.