Kiedy topisz się w wannie

Zanurzasz się po szyję w wodzie, włosy rozlewają się w mętnym nieładzie i tworzą obraz dużo lepszy od wszystkich sławnych, abstrakcyjnych gówien razem wziętych. Dłonie Ci sztywnieją od lodowatej, zastygłej smoły w środku. Zastygłej. 


W środku, zamiast czerwonego, życiodajnego płynu osiadła pustka, ciężka jak tamten pomnik, który widziałaś w Warszawie. Monstrualny. Wtedy pierwszy raz wychyliłaś głowę z wanny, zardzewiałej, pomalowała Ci powieki.

Pamiętasz.

Mimo to wróciłaś pod wodę, pełna strachu i wiedzy. 

Powinnam utonąć.

***
Woda nie daję sensu, kanapki ani nawet nie daje spokoju. Przez całe te lata łapczywie wynurzasz się ponad powierzchnie, gdy wiesz, że jest już blisko. Blisko, lecz przecież instynkt samozachowawczy jeszcze niekiedy wyciąga lepką łapę. Pomaga Ci na tyle, by koniuszek nosa był nad cuchnącą taflą wody. 

Woda nie daje niczego. Wypłukuje jak Perwol, wszystko co może stanowić plamę. Plama słońca i wiatru jest niedopuszczalna,  może wysuszyć wilgoć wokół wanny, a tyle mogło by wystarczyć, żeby postawić mokrą, pomarszczoną stopę na zimne i brudne kafelki.

Bo przecież nikt nie sprząta.


Bo przecież nie widzisz kafelków, nie rozumiesz nawet jak mogłyby tak po prostu dotknąć Twojego ciała. Myślę, że upadek na tych kilka płytek z nowoczesnym wzorem mógłby Cie ocucić.

Powinnam utonąć.

***
Świt jest jak kołdra, zbyt krótka i lekka, by mogła Cie ogrzać. Wieczory są od ciepłego aromatu końca, przerwania, gratulacji, że jeszcze skóra nie odpadła od zbyt długiego moczenia. 
Ale wiesz, że w końcu się wykruszy, prawda?

Powinnam...

***
Nikt nie przyjdzie, mała. Utarło się, że gdy ktoś jest w łazience, to zamyka drzwi. Wstyd przed kimkolwiek, kto zobaczyłby Twoją cipkę, jest paraliżujący.

Drzwi się zamyka, przekręca zamek, upycha się klucz, a przecież od zbyt zimnej lub gorącej wody można zemdleć i uderzyć skronią o porcelanową umywalkę.

A kran wciąż niezakręcony, przelewa się ta maź, w Tobie i na Tobie. Głosy zza ściany są przytłumione, gasną jak zapomniany papieros w plastikowej popielniczce.

Nikt nie przyjdzie, mała. Złap za brzegi wanny, spróbuj się dźwignąć - choćby tylko siąść. Krzyknij, by ktoś przyniósł Ci bieliznę, bo zapomniałaś wziąć.


Licz na to, że nie usłyszą. Przygotuj się na to, rozumiesz? Być może będziesz musiała przejść przez korytarz do swojego pokoju całkiem naga - to nic, to tylko ciało, każdy je ma. Ale musisz wyjść z wody. Ta woda to depresja, można ją wysuszyć. Potrzebujesz tylko odpowiedniej suszarki i ręczników. Bardzo dużo ręczników.

A później znów pojedziesz oglądać pomniki w Warszawie.




Post powstał w ramach akcji #walczezdepresja