Romantyczna codzienność


 Codzienność szatkuje mnie tak, jak szatkuje się jabłko dla słodkiego niemowlaka. Robię obiady, chyba przesolone, ścieram kurze, które z uporem maniaka wracają na swoje miejsce i z oczami kota ze Shreka szukam praktyk, żeby sobie trochę pozamiatać włosy. Bo przecież lubię włosy. Zamiatać mniej.


Boję się, boje się, boję się. Życie przelewa mi się jak woda w garnku z ziemniakami, kiedy nie skręcisz gazu. Ja wciąż zapominam, więc wciąż się przelewa, i wciąż czytam kolejną książkę, by napisać swoją własną.  Ale nie wiem jeszcze, jeszcze nie wiem kiedy - może w nocy? Czy są leki, by zachorować na bezsenność. Panie Doktorze.

Bezsenność mi nie grozi, śpię jak suseł w norze i tylko rano widzę Twoją smutną minę - że znów zasnęłam, i że znów nic nie było. Przepraszam, to przez te kurze - wycieranie kurzy, robienie obiadu i pisanie recenzji. Jestem tak zmęczona, ze kawa ma znaczenie pierwszorzędne, jeszcze przed wyjęciem szczebli z łóżeczka. Bo wyjmuję już szczeble, nie mam siły wyciągnąć go górą, zrobił się za ciężki.

Moje dziecko jest za ciężkie, rany, ja mam dziecko. I robię obiady. Co się dzieje, Panie doktorze?


Dorasta Pani.

Romantyczne kolacje i danie główne idzie mi w tyłek, bo przecież frytki nie idą w cycki. Nic nie idzie w cycki. A ja idę do przychodni, na szczepionkę, trzy razy go ukują, ależ się będzie darł. 

Boże, daj siły. 

Życie jest romantycznie bolesne, nie uważasz, Panie doktorze? Chyba toczę z nim zapasy, raz ja, raz ono. Czytelniku, czy myślisz, że bycie mamą, blogerką, kurą domową i copywriterką jest trudne? Nic z tych rzeczy, jeśli jest tu miłość - w przeróżnej postaci. A przecież jest, dlatego to wszystko jakoś się toczy - nawet jeśli jest po grudzie, po ośmiu grudach, po cholernej drodze wysypanej gwoździami. Idziemy dalej.

Miłość jest w kuchni, gdy robicie razem skromne kanapki i zbyt słodką herbatę, jest w każdej przewróconej kartce papieru, gdy czytam kolejny kryminał i jest na Jego brudnym od pyłu ubraniu, bo zapierdala za marną dychę w taki mróz. Jest w klockach, między nimi, gdzieś tam się przelewa, gdy budujesz z malutkim kolejny krzywy domek. I w każdej jednej rzeczy, której sobie odmawiacie, żeby było na pampersy i kremiki, brumbrumy i pełnowartościowe śniadania. Śniadania są bardzo ważne, Panie Doktorze, prawda?

Miłość nie jest romantyczna, codzienność może taka bywać, ale szczerze powiedziawszy - bardzo często trzeba walczyć, ziomuś, przecież wiesz. Panie Doktorze, zgadza się Pan ze mną?

Ja na przykład walczę z głodem nikotynowym. I akurat wtedy jakieś stare babsko wtrynia mi się w kolejkę w spożywczaku. Uwierz, ze przypominam parowóz. Para idzie mi uszami, czy ta kobieta nie wie, że od sześciu godzin nie miałam w ustach papierosa?



A ludzie czekają na tragedie, dramat, obsikany finezyjnie kąt. Tylko, że nic się nie dzieje, nie będzie tragicznej historii, nie takiej, jakiej by chcieli. Tragedią będzie pół promila we krwi, Twojej, i pewnie tylko ja zauważę. Świat runie - bo przecież zbudowany w powietrzu, grudniowym.

To będzie kolejny romantyczny akt w tej bajce, legendzie, trudnych sprawach i dlaczego ja. A codzienność nadal będzie szatkować, jak kapustę, gdy robisz chłopski garnek dla swojego chłopa. 

Będziesz się bać i będziesz spełniać marzenia, jak ja, tylko z planami uważaj i z organizacją, bo mam wrażenie, że ona zabija kreatywność, gdy jest jej za dużo. Organizacji. Chociaż ja to bardziej uciekam, romantycznie tak jak Werter, od spraw naprawdę ważnych. Bo boję się właśnie - boję się - że mnie przerosną, jak mój młodszy brat mnie przerósł, jeszcze w gimnazjum. 

Uważaj też na koty. Bo one przytulają się zazwyczaj tylko wtedy, gdy czegoś chcą. I zazwyczaj są wierne tylko jednej osobie - wątpię, że jesteś nią Ty.


A kłamstwo nie jest wcale romantyczne, zwłaszcza na co dzień, wcale a wcale, jak mawia Masza.