Życiowe decyzje - do poprawki proszę.

Zaczęło się w w ostatniej klasie gimnazjum, ale przecież to takie typowe, prawda? Pierwsza poważna decyzja przed nami, a nauczyciele wcale jej nie ułatwiają, strasząc jakie będzie miała konsekwencje.

No, ale szkoła średnia sama się nie wybierze, więc pal licho, podejmujemy decyzję.

- Na co idziesz?
- Biol-chem chyba, w Lublinie. A Ty?
- No nie wiem właśnie, ale chyba Technikum Hotelarskie, czwórka, wiesz.

Rozbrzmiewa na korytarzach, w klasach na przerwie i w szatni przy nakładaniu zimowych kozaków. W kółko i w kółko, jakby to miało ułatwić - być może ułatwia. Przyznajcie się, kto poszedł do tej samej budy tylko dlatego, że koleżanki też ją wybrały. 

No, ale pal licho

Później matury i przedmioty dodatkowe. Miasto, w którym będziemy studiować. Szpital, w którym będziemy rodzić. Akademik, albo stancja za kosmiczną kasę. Dom i ogród, co zasiać i ile, żeby nie zabrakło w zimie? W co zainwestować czas, by zaprocentowało? Czy to pisanie w ogóle ma sens?

Pal licho, postawię na marchewkę

W końcu lubię marchewkę. I niech będzie już ta Warszawa, taka okrzyczana. I biologia na maturze, może uda się z tą medycyną. Boje się tylko, że pisanie nagle szlak trafi i zamilke, nie wydusiwszy słowa. Może założyć blog? A jeśli zdecyduję się na Anglię czy coś równie szalonego?

Podejmowanie decyzji jest trudne. Wycofywanie się z nich jest piekielne i możliwe tylko wtedy, gdy zostawisz to głęboko w sercu, innych w zostawiając w tyle. Sajo nara, wiesz, ja robię swoje.

Pal licho, co się dzieje

Uczucie, które od jakiegoś czasu towarzyszyło mi, gdy opuszczałam pracownie fryzjerską było bardzo niepokojące. Jak myszy na strychu. Przerażało mnie i przy kolejnym papierosie w drodze do domu, na szczęście, rozwiewało się razem z dymem. Szkopuł był jeden - wracało, z natrętnością kolesi sprzedających papier toaletowy od drzwi do drzwi. Wpadają do Was czasem?

Aż w końcu przyznałam się sama przed sobą - nie chce do końca życia być fryzjerką. Komedia na deskorolce, bo jeszcze nią nie jestem - i, o Jezusie, - już nie chcę nią być, nie czuję się na swoim miejscu. To nie jest moje miejsce, ludzie. Przyznaję.

Popłynęło mi kilka łez, zapaliłam znów i schowałam wolną rękę głębiej w kieszeń. Wyszłam ze szkoły ze smutkiem, że pewnie już tam nie wrócę. Przez chwilę panoszyła się we mnie ulga, by po chwili pusta wyjebała ją z mojego serca. I nastała próżnia. 

Zawróciłeś kiedyś z obranej drogi Czytelniku? We mnie tłukło się kilka myśli - jak mogę zaprzepaścić coś, na co poświęciłam prawie półtora roku? I co, jeśli wszystko po czasie będzie mi "przechodzić"? Cholera jasna, bądź dorosła! Dorośli nie robią takich rzeczy, mała. Jeśli nie będziesz robić tego, to co? Noż kurwa!

Oddeeeeeeeeeech


Spinanie się to najgorsze, co można uczynić dla samej siebie w tejże sytuejszyn, mówię sobie. Wyrzuty sumienia wobec innych - wykluczone, powtarzam. Dlatego biorę kilka głębokich wdechów i próbuję zajrzeć w siebie, poszukać czegoś, czym mogłabym się zająć. Nie mogę tak po prostu się nie uczyć, bo zbyt to lubię. To jakieś pozostałości po wieloletnim kujoństwie.

I tak się zastanawiam Czytelniku, bo jesteś żywym człowiekiem i może mi powiesz. Czy poprawiałeś kiedyś swoje życiowe decyzje? Czy odwróciłeś się na pięcie i spieprzałeś gdzie pieprz rośnie, bo ogarnąłeś, że to nie tak jak miało być? Miej litość nade mną i podziel się swoją historią.