A Ty jesteś małą, chorą dziewczynką?

Mówi Ci, że nie masz dla niego czasu i w dodatku obiad był już zimny, gdy wrócił do domu. Nie rozumie, że musiałaś się pomalować i ogolić nogi, by ładnie dla niego wyglądać. 


Zbyt długo patrzysz w telefon w jego obecności, a on naprawdę czeka, aż obejrzysz z nim film. Albo dwa. Albo cały weekend filmów tylko z nim. Masz go kochać, do cholery. Bo on Cię kocha.

Posłusznie wpełzły Ci do głowy wyrzuty sumienia.


Zagnieździły się w Twoich włosach, na paznokciach, w skórze. Posłusznie odkładasz telefon, podgrzewasz obiad, szukasz filmu. Bo on Cię kocha i Ty jego też. Bardzo.

Gorączkowo szukasz innego hobby, które nie zabierałoby Ci tyle czasu. Chciałabyś, by był szczęśliwy, więc wydajesz całe swoje oszczędności na drogie perfumy. Męskie. Na urodziny, no przecież. Twoje życie zależy od niego. Przecież.

Tylko o tym nie wiesz, bo myślisz, że podjęłaś decyzję. Kochasz go, i Bóg mi świadkiem, że to niczyja wina. Co innego jednak, że nie możesz oddychać, gdy on znika za drzwiami. Na jakiś czas. Na jakiś, długi czas.

Zazwyczaj pieprzy sobie wtedy życie, albo pieprzy inne. A Ty tak bardzo chciałabyś go uratować. Chcesz go uratować. Na fejsie był przecież obrazek, że skurwiela można zamienić w księcia. Był? Ten obrazek? Skurwiel? Księciunio?

Tak robią chore dziewczynki. 


Jest mi ich bardzo żal. I smutno mi, że istniejemy. Pozwalamy sobą manipulować, ustawiać jak laleczki na półkach i w dodatku cholernie nam się to podoba. Bo to jest miłość.

Ja też taka byłam i też umierałam bez niego, przez niego, dla niego. I przeżyłam tę śmierć, jak widzisz, jestem dziś tu, z Tobą, i obiecuję Ci, że rozstania można przeżyć. Że można wyzdrowieć i przestać być małą dziewczynką - a stać się kobietą. Która nie świruje, kiedy zamykają się drzwi. Za nim.