Zabierz to ze mnie

Zabierz to ze mnie. Zabierz to ze mnie, do cholery.


Upajam się swoim niepokojem i szklanką gorzkiego, taniego jak czarne trampki, wina. Kolejny raz zastanawiam się na doborem słów i akapitów. Typewriterka jest takim cudownym alibi dla tych wszystkich dokumentów w Wordzie, które nigdy nie powinny powstać.

Chuja. Powstały. Ha.

Myszki, szczurki, nie do opowiedzenia.


Do samej skóry tylko dotykają te nieczułości, nieścisłości, niewiadome. I wszyscy są cichutko, chodzą jak myszki po panelach i skradają się do mojej mokrej twarzy, nie pytają, bo widzą. Blondyneczka zostawiona.

No przecież wiedziałaś.

Przechodzę wszystko bardzo rutynowo, automatycznie i z przestojem. Włączam kolejny reset i boję się o swoje wewnętrzne oprogramowanie Lepiej, żeby nie pierdolnęło - nie stać mnie na informatyka. Panie Doktorze, proszę mnie natychmiast zarejestować na wizytę. Chuj z tą stówką za 10 minut.

Tak mi niekiedy ciężko palić papierosy samej.


Ludzie powinni odchodzić ze swoimi pieprzonymi gadżetami. Zabierać z płuc wspólne powietrze, swój kubek z kuchni i niedokończone komedie z laptopa. Powinni wynosić się ze swoimi książkami i skarpetkami bez par - żeby żadna nie utkwiła w rogu szuflady. Mogliby nawet zabierać farbę ze ścian, którą sami nakładali. Nie chce siedzieć w malinowym pokoju, jeśli te maliny to był Twój pomysł. 

Powinieneś zabierać za każdym razem wszystkie swoje koszulki - te zniszczone i całkiem nowe. Szczoteczkę do zębów i zeszyt z krzyżówkami, na zapas i na zaś. Nigdy ich nie rozwiązujesz, ale są powyginane od Twoich dłoni, z zagiętymi rogami i wyblakłą okładką.

Twój amulet. 


Mój amulet się rozładował - podłączam go do prądu, odcinam zasilanie od głowy. Zajmuję się znów sobą, znów sobą, znów sobą. Zapominam, olewam, liczę powoli ile dałam radę udźwignąć, nic nie mówiąc. Dziś mówię - choć nie przejmuję się tak, jak powinnam. Tak, jak przystało na prawdziwą miłość.

Niepokój cichnie, robię sobie planner, wykreślam Cię z listy posiłków. Niech już tak będzie, ziomuś.

Tylko zabierz to ze mnie. Na wypadek gdyby.