Stara blogosfera

Tło miało być ciemne - jeśli nie, byłeś burakiem i cwelem.

Blogspota łapali się tylko popaprańcy, nikt nie używał imion i nazwisk - chyba, że chciał być nudny i pozbawić się możliwości pisania naprawdę o wszystkim. Właśnie dlatego zbrodnią było mówienie o blogu znajomym - tylko najbliższe przyjaciółki wchodziły w grę (i to też nie zawsze).

Blogom do profesjonalizmu było daleko jak stąd do Hollywood, a o własnej domenie mogłaś tylko pomarzyć - chociaż tak szczerze - nikt o nich nie marzył, bo mało kto wiedział, że to w ogóle możliwe.

Opowiem Wam dzisiaj o podziemiu blogosfery 10 lat temu. (Zawsze chciałam napisać taki post!). 


Dawno, dawno temu, gdy prawie nikt nie zarabiał na blogowaniu,  Internet na wsi miał prędkość podobną do tej, gdy idziesz do tablicy na matmie po ostrej imprezie w weekend.
Miałam może 12 lat, gdy założyłam pierwszego bloga na... Wirtualnej Polsce, z końcówką bloog.pl ( do tej pory pamiętam te dwa oo). Wiele blogów (i to tych najpopularniejszych) powstawało na Onecie - właśnie te blogi były wtedy najładniejsze i "inne" od bloog'owych - panowała tam zupełnie inny desing.

Blogosfera była wtedy bardzo hermetyczna - bloog'owcy trzymali się bloog'owców, a Oneciarze Oneciarzy. Rzadko zdarzało się, że bloog'owiec komentował wpisy na blogu Onetowym i odwrotnie. Pamiętam też, że nawiązywane przyjaźnie w blogosferze, często przeskakiwały też na grunt bardziej osobisty - mianowicie - GG.

Social Media - jakie Social Media?


Nie było wtedy czegoś takiego jak fanpejdże, instagramy czy inne twittery. W którymś momencie pojawiła się NaszaKlasa, ale była kompletnie niezwiązana z blogosferą. Jedynym sposobem na promocje swoich "treści" było komentowanie innych blogów, dlatego znaliśmy się tak dobrze, a adresy blogów wpisywało się ręcznie w okienko przeglądarki.

Pamiętajcie też, że Bloglovin nie istniał - bynajmniej nie w podziemiu blogosfery, o których chce Wam opowiedzieć - bo być może gdzieś tam istniały bardziej profesjonalne i przydatne blogi. Mnie nic o nich nie wiadomo.

Aby śledzić najnowsze posty na blogach tworzyło się listy ulubionych blogów w kolumnie bocznej - widoczne dla innych. Nikt nie wpadłby wtedy na pomysł, że to robienie sobie konkurencji.

Era pamiętników


Były to pamiętniki, wszyscy o tym wiemy.
Niestety, dziś bardzo często wyśmiewamy blogowe pamiętniki, które powstawały w tamtym okresie. Że niby o tym, co na śniadanie, że niby o zakupach w sieciówkach, że niby o kłótni z przyjaciółką.


Blogi 10 lat temu były zajebistą formą terapii, a blogosfera jawiła się jako jedna wielka rodzina, która w tych problemach się wspierała. Nie znaliśmy naszych twarzy, imion, nazwisk czy adresów - właśnie dlatego byliśmy szczerzy do bólu, autentyczni i ... po prostu byliśmy sobą. Do dziś pamiętam jak bardzo wspierały mnie dziewczyny z innych blogów.

Wtedy też naprawdę liczył się tylko content i to, czy potrafisz pisać - czy Czytelnikowi uda się to przeczytać do końca, czy też wymięknie na samym początku. Nie mogłaś mydlić mu oczu newsletterem, darmowym pdf czy kursem jakimś tam, pięknym zdjęciem czy innym kurumysłem.

Nigdy nie uczestniczyłam w komentowaniu za komentowanie, wiem jednak, ze istniało. Obracałam się w gronie, które było od tego wolne (na szczęście!). A propo grona - miało się wtedy wrażenie, że wszyscy się znamy i jeśli pojawił się ktoś nowy - od razu wiedzieliśmy, że to "świeżak".  Na tym również polegała hermetyczność blogosfery.

Smutki i nieszczęścia


Blogi 10 lat temu bywały bardzo smutne - dziewczyny pisały o cięciu się i tworzyły blogi anorektyczne, które do dziś mnie przerażają. Blogosfera w tamtych czasach była śmietnikiem złych emocji. Wracałaś ze szkoły i odpalałaś swojego bloga - tajemny świat, o którym istnieniu Twoja mama nie miała pojęcia.

Bywały również blogi mega pozytywne - o psiaczkach, gwiazdkach Hollywood i Gosi Andrzejewicz - nie czytałam ich, omijałam szerokim łukiem i nie rozumiałam jak można aż tak bardzo jarać się jednym tematem. Przecież samo życie jest o wiele ciekawsze!
Wiele dziewczyn pisało też o nowych rozdziałach w życiu, zmianach i postanowienia. I to serio - było zajebiste.

Czy teraz jest lepiej?


Blogosfera się rozwinęła - to wiemy wszyscy. Czy dziś jest fajniej? Dziś jest inaczej, ale wiecie, że ja wciąż tęsknie za pamiętnikami w sieci na ciemnym tle? Najbardziej żałuję tego, że dziś "budujemy marki" z samych siebie, zamiast być po prostu sobą.