Słodko-gorzkie zjawisko emocjonalne


Boję się zasnąć, by nie spłoszyć zapachu naszego powietrza. Przysuwam się bliżej, o kilka milimetrów, o jedną gęsią skórkę więcej.

Tak długo czekałam

Osiągnąć jeszcze jeden mały cel, kupić biały mebel do siwych ścian, zrobić zdjęcie, które będzie miało znaczenie.
Zamykam oczy, ale ciemność nie nadchodzi. Pastele rozmazują się pod zmęczonym powiekami, tworzą kolaże z myśli i wydarzeń. Zdejmuję odciski palców z moich ud. Szczęście nigdy nie używa ołówka, zauważyłaś?

Tak długo szukałam tego smaku

Twoja ręka nie opuszcza mojej poduszki, najbardziej na świecie nie chcę, by opuściła. Moja skóra cierpnie od ciepła, dla odmiany smaruję ją bezpieczeństwem.
Nie dajesz mi bezpieczeństwa, tak rzadko odwiedza mnie na co dzień, prawie nigdy nie mam go popołudniu. Jakby ktoś się bawił pokrętłami emocji. Więc sama je sobie daję. Z siebie dla siebie.

Tak szybko odchodzisz

Pierwszy raz przyznajesz, że miałeś zamiar. Często wychodzisz bez zamiaru, ale zamiar Cię znajduje. Równie często masz zamiar i zamiar się dopełnia.
Nigdy jeszcze nie wyszedłeś z zamiarem, by jednak wrócić bez realizacji. To Twój sukces, ja byłam tylko znaczkiem w telefonie.
Oddycham powoli, by nie wypaść z objęć. Noc biegnie po piaszczystej plaży, odbija się echem tupanie małych stópek, od rana do wieczora powtarzają mama i tata.

Tak często się poddaję

Już nie nakładam filtra na momenty, szukam lepszego światła i perspektywy. Nie winię aparatu ani tła, nie kasuję niczego. Uczę się.
Poddaje się chwili, wciągam ją w płuca jak Ty nikotynę o szóstej rano. Przetrzymuję w sercu, nie wypuszczam. Nie wypuszczam. Ucieka sama.

Pamiętaj, że

leżę cichutko pod pościelą i puchnę od szczęścia, bo sama je udźwignęłam. Wykopałam z pustki, pozszywałam z kawałków. Więdło, a ja podniosłam je z determinacją. Szczęście.
Nikt mi go nie dał, nauczyłam się je robić jak naleśniki z dżemem. Już na śniadanie, nawet jeśli jem je tylko z dwulatkami. Nawet jeśli nie mam na kogo czekać z kolacją.

Pamiętaj, że

byłam po drugiej stronie. Byłam najsmutniejszą dziewczyną z czerwonymi włosami na swojej ulicy. Byłam dziewczyną z rozpaczliwej historii, z bad endem i zapuchniętymi oczami.
Nie przybył książę, nie było róż ani sztucznych ogni. Nie padał deszcz ani nie świeciło słońce. Pogodę miałam w sobie – swoją własną, wewnętrzną temperaturę.
Kiedy mówisz mi, że nic nie da się zmienić i wszystko jest chujowe – zwyczajnie Ci nie wierzę.
Wierzę, że chujowe. Na prawdę, na słowo, bez wątpliwości. Nie wierzę Ci jednak, że nic nie da się zmienić.
Nie wierzę Ci, bo kiedyś byłam Tobą.