90 dni


90 dni.


Ot, wyzwanie na 2017 rok. Mogę, prawda? Ludzie ustalają sobie liczbę książek, rysunków, podróży, zdjęć i zrzuconych kilogramów. A ja sobie ustalę dni bez Ciebie. 90, bo to taka ładna liczba – bliska załamania nerwowego.

Nie życzę Ci źle - nie jestem suką.


Życzę Ci tak, jak było mnie. Dwa lata temu. Rok temu. Miesiąc temu. Przedwczoraj.
Życzę Ci tak, jak było mi bez Ciebie. Z Tobą szczypiącym w serce, z Tobą w mroźne, lipcowe poranki. Z Tobą, który nie odbiera telefonów. Z Tobą, który wkrada się nad ranem pod moją kołdrę.

Tego Ci życzę. 

Właśnie w tym Ci pomogę, właśnie to podaruję Ci w 2017 roku – żeby było Ci tak, jak mnie było.
Bo mnie nie będzie. Nie dla Ciebie.

To nie zemsta kochanie, to karma. Weź sobie to, co dałeś mnie, to, co ja dziś wydłubuję z siebie.