Dzielę go przez dwa

Dzielę go przez dwa. Od zawsze dzieliłam go przez dwa.

Dzieliłaś od zawsze. Dobry - zły - kochający - niszczący - dla Ciebie - dla niej - teraz - później.
Pal licho to wszystko.

***

Jeśli odeszłaś, pół biedy. Jeśli odchodzisz nieustannie, co rusz, obiecujesz, że teraz już naprawdę - wpadłaś. Dzielisz. Umierasz na niedoczynność matematyczną. Widzisz w nim dwie różne osoby i wybierasz na męża tylko jedną z nich. Tylko tą ciepłą, z kryształowymi oczami i z dłonią pod Twoją głową. Tylko tą z różami, z winem i z telefonem, który zawsze odbiera.

Kasujesz nieprzyjemne epizody, bo naprawdę wierzysz, że nie był wtedy sobą. Każdemu się zdarza, przecież Ty też nie bywasz najmilsza przed okresem. Przecież on bardzo nie chciał i jeszcze bardziej żałuje - jak pies, który narobił Ci w przedpokoju.

Daruj mu. Przecież musisz mu darować.

***

Ale pamiętasz, kiedy pojechaliście nad morze? Było tak błękitnie i powoli. Albo kiedy spaliście w łyżeczkę - Boże jak brakuję Ci tego zasypiania! Przecież to nie było udawane, to nie było przekłamane, to działo się naprawdę. Czy nie możemy cofnąć czasu to tamtej chwili?

Ale po tamtych chwilach przyszły kolejne. I nie wypieraj ich na wycieraczkę przed drzwiami, nie chowaj w bukiecie róż, nie wciskaj w "Kocha mnie". Każde ze świństw wydarzyło się naprawdę, naprawdę wybrzmiało w Waszym świecie.

Uwierz, to był ten sam człowiek. Nie dziel go przez dwa.

On jest całością.