Karamy się



Otulasz mnie milczeniem
posypujesz ciszą
każdą moją próbę
Skurczam się w sobie
mieszczę w kilku słowach
całą naszą miłość
Zszywasz swoje usta
ja nie umiem już
zszywać słów do Ciebie
Żadne z nich
nie ma smaku
nie dotykam ich

nie ma na nie miejsca
Na wszystko wokół
spadło Twoje milczenie
moje niewypowiedziane słowa
nie pamiętam Twojego głosu
Za późno już

Ugryźć się w język. Najpierw pomyśleć. Oszczędzać słowa, bo na kartki. Kartek nie używać, nie mówić, nie pisać, oddychać obok siebie tylko. Karać się.

Lepiej nie mówić, niż powiedzieć za dużo. Lepiej nie kochać, niż kochać za bardzo. Przecież słowa mogą ranić, skrzypieć pod nogami jak śnieg, którego nie lubisz, jak kawałek popsutego mięsa zalegać w sercu. Lepiej mięso wyrzucić. Lepiej śnieg rozpuścić. Lepiej słów nie używać.


Cisza zamraża serca i dłonie

Nieruchomieję. Chociaż palimy razem jak dawniej, jestem tu sama. Dym z papierosa wplata mi się we włosy, szczypie Cię w oczy, wypełnia łazienkę. Chciałabym coś powiedzieć, ale z moich ust wypełza tylko siwy dym, ale już, już zaraz. Trzaskasz drzwiami.
Nie wiedziałam, że na tak długo.
***
Możesz utopić się w tym, czego nie powiesz. Bo zmarnujesz okazję, nie zdążysz otworzyć ust ani serca, nie będzie już szansy i nie będzie "później". I wiem, że myślisz inaczej. Że to wstydliwe powiedzieć przy stole, że kochasz. Że to głupie, tak wyskoczyć, że przepraszasz za wszystko. Daj spokój, przecież Cię wkurwił - ukaraj go.

Ale to kulturalna kara. Milczeć. Nie mówić. Nie odpowiadać. Traktować jak coś, co będzie zawsze, jak coś, czego akurat teraz nie chcesz widzieć, ale zatrzymasz na wypadek. Ale ludzi nie zatrzymuje się na wypadek. Myślisz, że zawsze jest jakieś "jutro" i będzie jeszcze czas porozmawiać. Aleś Ty głupi.

To okrutne, ale może widzicie się ostatni raz. Jak ja i on.

Na wszelki wypadek - nie oszczędzaj słów, nie wydzielaj ich jak chleba w szpitalu. Nie tłucz ciszą w kogoś, kogo kochasz. Bo możesz zatłuc na wieki wieków.


Follow