Twardzielu

Twardzielu,

jak długo wytrzymasz bez mojego głosu. Bez mojego cześć i mojego trzymaj się, które zawsze nasączałam tylko Tobie znanym akcentem i tylko dla Ciebie. Na ile dni wystarczy Ci złości, honoru i żalu, by nie podchodzić do telefonu, by nie wystukiwać znajomego numeru, by nie pytać, czy jestem już z kimś.

Ile dni będziesz od nowa i od nowa mnie zapominać, a której doby poczujesz się słaby i samotny, jak ja kiedyś. Ile dni zajmie Ci spacer w miejsca, w których ja już byłam. I zadzwonisz, z tego miejsca, pokorny i pokonany. Po ilu dniach zadzwonisz —  kilku, kilkunastu, kilkudziesięciu.

Policzę Ci te dni. Policzę stracone telefony i historię opowiedziane w nie Twoje ucho. Policzę bez Ciebie ciepłe, jak świeże mleko, policzki, które mnie usypiają, a którymi ty nie będziesz. Policzę każde moje zwątpienie.


***

Twardzielu,

nie mogę Ci powiedzieć, że oparzyłam się w rękę, że zaliczyłam pierwsze kolokwium, że napisałam dobry tekst. Nie możesz zobaczyć, że źle mi samej spać, że więcej palę i mniej jem, że drugi raz w życiu mam bóle fantomowe w sercu. 

Nie zrozumiesz, jak kawa posmutniała bez Ciebie, jak uspokoiły się zasłonki i moje dłonie, jak nie gnębi mnie czekanie na trzaśnięcie drzwi.

Zdarzył mi się w życiu nowy początek. Całkiem przez przypadek i całkiem za darmo ktoś dał mi nową szansę i 250 kilometrów na zapas. Pierwszy raz w życiu dowody empiryczne na słuszność tego rozstania kąsają mnie złośliwie w myśli, bo to mało wygodne — nie mieć o co się oprzeć, gdy życie Cię zmęczy. To mało romantyczne przerywać w połowie i iść spać. Samotność jest zawsze smutną melodią.

Jeśli jednak zdarzył Ci się nowy początek i jeśli przy okazji zdarzył Ci się też smutek —  nie mam żadnej puenty, po prostu wypiję z Tobą kawę.

Follow