Chujowa miłość z niewiadomym zakończeniem


Jak można zaczynać tekst, obiecując niewiadome zakończenie? 


To pisarskie samobójstwo. Mam jednak doświadczenie w samobójstwach, więc przeprowadzam je z profesjonalną dokładnością i w całkowitym spokoju. Znam konsekwencje tabletek. Znam też konsekwencje publikowania kilku tysięcy piekących, szczerych słów. Znów zbyt dosadnie, więc możesz omijać nieszczęścia.

Opowiedziałam kiedyś pewną historię o miłości. Patrzę na nią – pisaną rok temu – i widzę, jak wiele znów się wydarzyło. Jak wiele rzeczy warto byłoby dopowiedzieć. A może tylko ubrać w nowe słowa. Nie wiem jednak, czy jeszcze potrafię - jak to gówniara, wybacz.

Chciałam cisnąć ją w kąt, tę historię i tę miłość, uświadomić sobie, jak na racjonalistkę przystało, że to jedno wielkie gówno z wstążką. Ale czytam i czytam i nie mogę zabrać jej znaczenia. Czytam i łzy wcale nie leją mi się przez sentyment, lecz przez niedowierzanie. Bo czytam i nie wierzę, że to wszystko właśnie tak, że wydarzyło się, zaistniało, wybrzmiało w naszych sercach, bo to oznacza, głupcze, że naprawdę było wyjątkowe. Nie kłamałam. Przecież ta melodia wciąż się za mną ciągnie, jak welon, którego nikt nie wyrzucił.

***

Od dziesięciu minut myślę o pierwszy słowie. Jest sylwester, a ja siedzę z trzecią puszką piwa i zastanawiam się nad pierwszym słowem tej opowieści. Będę pisać ją dłużej niż tylko jeden wieczór, bo wciąż nie znalazłam w swoich słownikach pierwszego słowa.

Otwieram czwartą puszkę.

***
To było w innym życiu, Panie Doktorze, kiedy krążyły wokół nas zeszyty ze „złotymi myślami” i zdarzały się szkolne dyskoteki, które były idealną okazją do wypicia dwóch piw. Uczyłam się na pamięć całego planu lekcji gimnazjum, by wiedzieć, kiedy on ma w sali obok mnie.

Chodziliśmy ze sobą przez przypadek i wtedy po raz wpadłam w samą siebie – bo odeszłam od niego i stał mi się w życiu smutek. To chyba nie był przypadek, mama kazała przestać mi się szlajać z jakimś tam chłopakiem. Przestałam.

Coś kazało mi od niego uciekać. On pił tanie wino, ja uczyłam się nazw pierwiastków na chemię, bo chciałam dostać piątkę. Rozumiesz? Powiedz, że rozumiesz.

***

Nasz syn budzi mnie codziennie. Nie doceniam tego, zwyczajnie wkurwiam się, gdy wyrywa mnie ze snu zaraz po siódmej rano. Aż przypominam sobie, gdy Ty budziłeś mnie smsem w gimnazjum. Gdy Ty dzwoniłeś, kiedy chodziłam do ogólniaka. Nastawiałeś wcześniej budzik i dzwoniłeś, by powiedzieć mi cześć Kochanie. Byłeś budzikiem, jak mały dziś. Złość mi przechodzi. 

***
Mam jakieś klisze w pamięci. Jakiś pocałunek, jakieś spotkanie, jakieś cześć w mroźny grudzień. Mówię sobie, że to nic nadzwyczajnego i spotyka każdego, kto tylko się zakocha. Klisze jednak nie chcą rozpuścić się w zapominaniu i złości, na Ciebie.

Ludzie nie rozumieją, bo nie widzieli tych klisz. A ja nie potrafię ich namalować, chociaż bywam specjalistą od słów, słowa nie są dziś dla mnie farbą – czasami sama wątpię, czy te sytuacje wydarzyły się naprawdę. Czy to wszystko naprawdę się wydarzyło? Może ja źle percypuję tamten świat? Pani profesor?

***
Nie rozumiem facetów, którzy mnie kochają. Mam 21 lat, dziecko i emocjonalny śmietnik w głowie. A oni mnie kochają, idioci.