Podaj dalej - dobro

Co jak co, ale w świństwach jestem najlepsza.

Paula to ta zawsze naiwna, zawsze w bambuko można ją zrobić, wykorzystać dla fajek, oszukać z przyjaźnią, olać, gdy pojawi się ciekawsza opcja. Może ja to z siebie wyrzucam, jak papierosowy dym z ust. A inni chłoną - aha, ta jest ciamajdą. 
Zdarzały się chujowe koleżanki w klasie. Zdarzyła się polonistka, która chciała udupić kogoś dla przykładu. Zdarzył się okropny ojciec albo nieprzyjemni krewni. Gdzieś tam czasem obiłam się o wredną ekspedientkę w mięsnym, jakiegoś buraka w golfie, co mnie ochlapał. Zdarza się.
Ale wierzyłam, że ludzie z zasady są dobrzy. Brałam to za pewnik. To było oczywiste jak lato po zimie. Nikt nie musiał zapierdalać na zaufanie – ja po prostu je dawałam, jak dłoń na przywitanie. Wystarczył mi Twój uśmiech. Domniemanie niewinności, kojarzysz?
Później. Było później.
W każdym razie, gdy dziś o tym myślę, mam wrażenie, że wpadałam ze złych rąk w złe ręce, ze złych w złe, w coraz większe kałuże, w coraz większe przepaści, bardzo długo. Wszystkie te bransoletki przyjaźni i wypite razem toasty z ruskiego piwa wiele dla mnie znaczyły i serio, ostatnią kromkę chleba…I myślałam, że ty też tę kromkę.
Później wybrałam sobie jedne, silne ręce i trzymała się ich bardzo mocno. A one trzymały mnie mocno, źle, uparcie.
Zostawiłam innych ludzi w spokoju. Bo trochę przestałam wierzyć, a trochę bałam się, że znów uwierzę za bardzo. Że te drzwi to dla mnie, że ten telefon to do mnie, że ten czas to naprawdę ze mną. Nie wiem, kiedy dokładnie, ale odpuściłam. Byłam ja i moje nieszczęścia. Tyle wiary musiałam wsadzić w jednego człowieka, że nie miałam siły wsadzać go w innych, zwyczajnie. 
I kiedy do mnie przyszłaś, wtedy zrozumiałam, że zamknęłam się w kokonie z dymu papierosowego, zaszyłam się w „nie mam jak” i zrzekłam się zaufania do kogokolwiek.
A później przyszedł 2017. Dobija połowa lutego, a ja już dwa razy zostałam uratowana przez obcych ludzi. Przez ludzi, którzy wcale nie musieli mi pomóc, którzy niczego w zamian nie chcieli i którzy zrobili to tak po prostu.

Wzięłam sobie to dobro do kieszeni. Obróciłam kilka razy w palcach i postanowiłam podać dalej. Nawet, jeśli znów przydarzy mi się świństwo, nie mogę zwątpić. Nie mogę znów zwątplić.