Tęsknie za Tobą, bo coraz więcej trupów tutaj, Drogi Świecie


Mam coraz bardziej dość social mediów. Od dawna nie prowadzę tam zaplanowanej promocji, coraz trudniej czyta mi się inne blogi. Jest ich tyle, że stają się tak smutno powtarzalne, jakoś niebezpiecznie tendencyjne. Coraz częściej po samym tytule wiem, co znajdzie się w tekście.


I nie myślcie, że oceniam po okładce. Specjalnie pod nią zaglądam i znajduję to, czego się spodziewałam. Kurwa. 


Coraz częściej miewam uczucie, że to wszystko jest gówno warte. Nie pisanie, nie blogowanie, ale cała ta otoczka - choć może dziś blogowanie nie jest tym, czym mi się wydaje. Ale jeśli 80% Ciebie jest w Internecie, to czy Ty jeszcze żyjesz? 

Słodkie zdjęcie dziecka - instagram
Sympatia do koleżanki - lajki i serduszka
Humor - w memach
Praca - wytwarzanie rzeczy, które działają tylko w Internecie
Miłość - pokazywana innym, nie osobie, bez której nie możesz żyć
Obraz Ciebie - na profilowym
Kontakty - na messangerze


To wszystko jest fajne, ale do jakiego momentu? Gdzie jest granica? Czy jest w ogóle jakaś granica? Ile prawdy jest w stwierdzenia, że nad tym panujesz? Ile jest prawdy w kontroli, którą tak naprawdę ma coraz mniej z nas?



Zdjęciem dzielisz się z rodziną i znajomymi - po co Ci więc 1000 followersów?
Lubię ją więc lajkuje - a może zaprosisz ją na kawę?
Memy są naprawdę śmieszne! - ale kiedy śmiałaś się do bólu brzucha z rzeczy, która wydarzyła się obok Ciebie?

Wszystkie Twoje argumenty można obalić, ale nie o to mi chodzi. Wszystkie mogą być też najprawdziwsze na świecie i nie zamierzam ich negować, ziomuś.

Miałam okazję pójść na domówkę (tak, ja!) i wiecie co? Było sympatycznie, cieszyłam się, że mogę zobaczyć ludzi, których naprawdę lubię. Ale później coś nie zatrybiło - zdjęcia na insta i wspólne hasztagi, sesja zdjęciowa z imprezy, która kręciła się wokół jej dokumentowania. Wiecie o co mi chodzi? Ja wychowałam się na czymś innym.

Jestem okrutna, wiem. Przecież nie wszyscy.

Nikogo nie zmienię. Nie muszę. Każdy z nas ma własne podejście. Ale chce Cię dziś o coś zapytać.


Powiedz, co stałoby się, gdy jutro okazało się, ze cały INTERNET ZNIKNĄŁ? Że go nie ma, nie ma Chroma, nie ma LTE, nie ma niczego, żadnych kopii zapasowych ani zdjęć na Instagramie. Nie ma ludzi na messangerze. Wiesz, te moje żale chyba dlatego, że trochę też tęsknie za starymi czasami. Mocno w chuj za nimi tęsknie, jeśli mam być szczera.

Dobranoc,