Wkurwiam Cię? To tekst dla Ciebie!

To już nie jest zabawne, jest wkurwiające - dlatego w pełni zrozumiem, jeśli klikniesz teraz (to ten moment!) czerwony krzyżyk w prawym, górnym rogu. 


Zastanawiam się, czy opowiadać Ci tę całą historię jeszcze raz, czy może wystarczy tylko jakiś kawałek, wyciśnięcie cytryny, małe, kieszonkowe opracowanie. I chyba wolę to kieszonkowe, bo sama też jestem zmęczona. Ależ ja jestem zmęczona niekiedy! Marcelina kiedyś mi wytłumaczyła, że ChaDowce tak mają, nawet jeśli wszystko jest z nimi wporzo - "jarają" się szybciej i bardziej, niż przeciętny Kowalski. Czasami za szybko i za mocno, bardzo często tylko na chwilę. Genialny pomysł goni ten jeszcze bardziej zajebisty, serio.

Można pierdolnąć na zawał z zachwytu.


Patrzę na ten obrazek i...cholera, to boli aż! Tyle adresów, szablonów, nazw i co najgorsze - tylu fajnych ludzi i tyle moich tekstów.

Jest mi smutno właśnie dlatego - bo ludzie pogubieni na fejsbukach gdzieś, bo teksty w zakurzonych zakamarkach sieci. Wiecie, nigdy nie miałam aspiracji do bloga zarabiającego na mnie, na bloga w rankingach Kominka i w sumie, nie chciałabym, żeby ktoś kiedyś przez przypadek zaprosił mnie do telewizji. Nie chciałam spinać się, bo piszę właśnie post o marce, z którą nawiązałam współpracę. Nie!

Ale chciałam miejsce, gdzie klikając "publikuj" poczuję tę fajną wibrację, ten cichy uśmiech w serduchu. Gdzie będą ludzie, przede wszystkim. Gdzie nie będę odtwórcza, ale twórcza - nawet jeśli zbyt intymna, zbyt bezczelna, zbyt naga. To daje mi dziwną ulgę, rozładowuje bęben z myślami, wywiesza na wiatr moje lęki. Dostępne dla wszystkich stają się mniej okropne, wiecie?

Ale oczywiście, wszystko mi się popieprzyło. Ola Boga, ale ja mam tak nie tylko z blogami, uwierzcie.

Na nieszczęście moje i moich włosów.


Choruję na zaczynanie od nowa. Może nie zawsze trzeba od razu odchodzić, może nie zawsze palić mosty i papierosy na pożegnanie. Może od niego też nie powinnam za każdym razem uciekać jak cholerna paranoiczka. Już gubię się w prawdach.

Może wcale nie musiałam tak często pakować jego ubrań, może nie zawsze powinnam otwierać drzwi. Odchodziłam po każdym piwie, po każdej chujowej nocy, po każdym świństwie na jawie. Choć przecież wiesz, że nigdy nie udało mi się odejść zbyt daleko - dziś dzieli nas 250 kilometrów, ale przecież zawsze mogę odebrać telefon, wysłać list, wsiąść w pociąg.

Może blogi miały rekompensować mi to, czego nie potrafiłam zrobić w realu? Życia nie da się kasować, wybierać, rysować od nowa. Życie jest tylko to tutaj i teraz - wczoraj, jutro, od początku do końca, nie ma tam cholernych "zamknij okno" i "utwórz nowy". W życiu nie ma DELETE. To takie proste, ale właśnie zaczęło mnie szczypać w myśli.

Chciałam miejsca, które będzie trwało. Trwało jak serial o Kiepskich. Było, zawsze i wszędzie, bezpieczne i tylko moje. Jestem blogerką w chuj starej daty.

Ale też czasami wychylam łeb i lubię coś dzisiejszego. Nie wiem, dlaczego nie wpadłam na to wcześniej. U góry, nad sliderem, znajdziecie menu. Nie musicie traktować tego jako kategorii - chyba łatwiej patrzeć na to, jak na dwa zupełnie inne blogi. Dzienniki to dzienniki, blogowanie to blogowanie - mam dość kombinowania, czy możemy wrzucić to jednego worka? Blokotku, piąteczka! Ale o Tobie to już osobny post.

Jeśli Rudejblog był spoko - wskakuj do dzienników. Jeśli wolisz typewriterkę, być może znajdziesz coś ciekawego dla siebie w zakładce "Dla blogerki". 

Przestaję samą siebie dzielić. Wystarczy, że dzielę jego. 

Dziękuję za uwagę kochani. Dziś bez obietnic, pieprzenia, czegokolwiek. Dziś tylko zostawiam teksty. A! Wiecie, dlaczego Magnolia? Wiosna.


Do usłyszenia, jak tylko zainstaluje Disqusa!