Dlaczego i jak zaczęłam pisać na zlecenie?

Jestem romantyczką - serio - przynajmniej w niektórych aspektach mojego życia. I jeśli myślę o pisaniu, nie zastanawiam się "jak zarobić na pisaniu?". 

Mam w głowie artystę, wokół którego walają się zabazgrane kartki i niedopałki papierosów. Ma 3dniowy zarost, gada z samym sobą i wieczorami klepie w klawiaturę, popijając łiski. Na pewno nie robi kasy, robi sztukę.

Jak zaczęłam pisać na zlecenie?


Gdybyś powiedziała mi rok temu, że jest sposób, by zarobić na pisaniu - z pewnością pomyślałabym o dziennikarce z Cosmopolitan albo własnej książce w Empiku. I żadna z tych opcji nie była dla mnie realna, więc o kasie z pisania zapomniałabym w 3 sekundy od wypowiedzenia tych słów. A szkoda.

Jestem paskudną materialistką.

Cały czas uważam pisanie za sztukę - bo to jest sztuka i nie mam co do tego wątpliwości. Stworzenie powieści, której strony przewracam z prędkością światła, to nie jest jakieś pitupitu, to jest wielkie WOW. Ale jednocześnie, pisanie to też rzemiosło, na którym można zarobić tak samo, jak na farbowaniu włosów czy przyklejaniu tipsów.

Mówiłam, jestem paskudną materialistką.

Słyszałam kiedyś o kimś jakim jak Copywriter. Wiedziałam też, że niektórzy szczęśliwcy piszą na zlecenie mądre artykuły - ale no właśnie - żeby pisać mądre artykuły trzeba być mądrym. Pamiętam, jak przeczytałam w Wikipedii kim jest copywriter i bardzo szybko kliknęłam czerwony krzyżyk w prawym, górnym rogu. To kompletnie nie było dla mnie, ja jestem ARTYSTKĄ.

Jak zarobić na pisaniu? 

Nie ma opcji, nie da się, helołłłł. Porzuciłam temat na kilka miesięcy.

Aż zbrakło mi kasy. Bardzo, bardzo zbrakło. Zaczęłam szukać sposobów, by zarobić w sieci. Nie zarobić na pisaniu, ale w ogóle zarobić. I wcale nie byłam zachwycona - bo nie kręciło mnie nic z tego, co znalazłam. Całej masy rzeczy nie mogłam robić, bo... zwyczajnie nie potrafiłam. Było mi smutno.

Aż mnie oświeciło. Copywriting! 


Coraz więcej osób w blogosferze napominało o tym, że pisanie na zlecenie jest fajnym sposobem na zarobienie kasy. Osoby, których nawet bym nie podejrzewała, są copywriterami na pełen etat. Więc dlaczego ja bym nie mogła? Przecież nic nie stracę, ewentualnie poniosę sromotną porażkę i będzie mi jeszcze smutniej.

Ale wiecie jak to jest?

Nikt, kto osiągnął jakikolwiek sukces, nie dostał go z automatu. Każda z tych osób musiała pewnego dnia po prostu zacząć.


Zaczęłam zbierać informacje.

Ogromna ilość osób się do mnie odezwała i pomagała mi stawiać pierwsze kroki - mówili o profesjonalnym emailu, stronach, gdzie szukać zleceń, portfolio, darmowych praktykach. Byłam oszołomiona serdecznością innych copywriterów i możliwościami - to naprawdę jest realne!

Wydrukowałam teksty o copywritingu, które udało mi się znaleźć w sieci. Zrobiłam notatki, plan działania, pozakładałam konta, zaczęłam się ogłaszać.

Pierwsze zlecenie, huuuura!


Pierwszym zleceniem było napisanie 300 pytań dotyczących Warszawy. Miałam prawie gorączkę ze stresu, że spieprzę i nie zdążę. Jednocześnie czułam się jakbym odrabiała lekcje (swojego czasu byłam mega kujonem). Nie mogłam uwierzyć, że mogę pracować intelektualnie i na tym zarobić!

Wiecie jak to jest na wsi, większość osób wykonuje prace fizyczne, by zarobić na chleb. A ja pracowałam przy kompie, o mamuniu!. Dotarło mnie, że to też ciężka praca i kasy nie dostaje się za nic. To była próba mojej pewności siebie - czy przezwyciężę strach i spróbuję?

Rzadko zdarza się, że piszesz na temat, który znasz od podszewki. Zazwyczaj musisz przyswoić ekstremalnie szybko jakiś temat, zagadnienie, umiejętność i o tym napisać. I to dość stresujące - bo jeśli nie zaczaję?

Zrozumiałam, że chce to robić. Ze wszystkich opcji zarabiania, jakie teraz mam - chcę robić właśnie to. Przynajmniej teraz. Przynajmniej w tym momencie życia.

I ty też możesz.

Copywriting jest świetny też dlatego, że nie potrzebujesz do niego papierka - potrzebujesz umiejętności i wiedzy. I zarówno umiejętności jak i potrzebną wiedzę możesz zdobyć sama. To dla mnie ogromny plus, bo mogłam zacząć zarabiać od razu, bez dwuletnich kursów czy pięcioletnich studiów. Siadam, czytam, przeglądam, piszę i uczę się.

I właśnie dlatego to może być opcja też dla Ciebie. Nie ma czego się bać!