Jak pisać cześciej? 6 wskazówek



Jesteś tu, więc pewnie masz coś wspólnego z pisaniem. Być może to Twoje hobby, sposób na odreagowywanie paskudnej rzeczywistości z leniwym mężem lub bardziej - to Twoja pasja, z prawdziwych kości i zmęczonych palców odpoczywających na klawiaturze.


Układanie zdań, sklejanie akapitów, wyłuskiwanie słów - ogromna ilość ziomków nie rozumie, że bez tego niektórym ciężko funkcjonować. Obczajają to tylko świruski podobne do mnie - z wiecznym długopisem i kartką. Chociaż nie - te cholerne długopisy wieczne nie są, kończą się co chwilę.

Bywa jednak, że masz dużo na głowie: pranie i znów pranie, zupę dla dzieciaków i zlecenie na wczoraj. Długopisy wtedy leżą samotne w szufladzie i nie ma opcji, by się skończyły. Wtedy ciężko pisać, bo kiedy już masz chwilę czasu... zasypiasz z książką w ręku. Albo pod prysznicem. Albo po prostu, jak to bywa, nie chce Ci się pisać i każde zdanie przychodzi z trudem - prawie, jakbyś je rodziła. Dosłownie, RODZIŁA.

Jak pisać częściej?


1.Kup ryzę papieru ksero

Papier kosztuje 14 zł i wystarczy Ci przynajmniej na dwa/trzy miesiące. Dlaczego polecam Ci pojedyncze kartki, a nie pięknie oprawiony zeszyt?

Biała kartka jest magiczna - m. in. dlatego, że symbolizuje Nowy Początek. Jest elastyczna jak guma do żucia i możesz zapisać na niej wszystko. Bez szukania odpowiedniej zakładki w kalendarzu, gdzie posiadasz odpowiedni sektor na dany pomysł/zdanie/notatkę. Możesz traktować to jako wersje robocze, i kiedy znajdziesz chwilkę, przepiszesz je do właściwego narzędzia - już na czysto.

Biała kartka jest fajnym rozwiązaniem również dlatego, że wystarczy wypakować rysę i rzucić obok niej kilka długopisów. W kilka sekund dopadniesz do niej, zapiszesz co masz zapisać i wrócisz do zabawy z dzieckiem. Albo kipiącej zupy. #SPRAWDZONE

Oczywiście, to zależy i tak od "preferencji" - ja, dawniej miłośniczka zeszytów, dziś nie potrafię w nich pisać. Serio. 

2. Pisz na zlecenie

Nie zamierzam wmawiać Ci, że każdy nadaje się na Copy. Tak samo, jak nie każdy nadaje się na fryzjerkę/prawnika czy panią pracującą w administracji. Teoretycznie jednak może nim być każdy. Tak jak i beznadziejną fryzjerką.

Zostanie Copywriterem zagwarantuje Ci pisanie wielu tekstów/tysięcy słów miesięcznie [i więcej]. Motywacja będzie tu wyglądać zupełnie inaczej - cały czas w głowie będziesz miała mały wykrzyknik, przy którym będzie pisać coś w stylu:

Nie mogę zawieść, zaraz deadline. To moja praca, muszę być odpowiedzialna. Muszę napisać to najlepiej jak się da. Muszę udowodnić, że jestem dobra. Muszę docenić, że mogę pracować właśnie w ten sposób.

W moim przypadku rozpoczęcie pracy jako copywriter skutkuje kosmiczną PRACĄ nad warsztatem pisarskim. Przyznaję, że gdybym miała dla samej siebie pisać to, co piszę dla klientów - to szło by w żółwim tempie. Zdecydowanie więcej nauczysz się po prostu pisząc "prace domowe" niż czytajac setki poradników. Co nie zmienia faktu, że poradniki też są potrzebne.

UWAGA:
Pisanie na zlecenie może być sposobem na częstsze pisanie, ale może też pozbawić Cie radości z pisania. To bardzo delikatna sprawa i zdecydowanie warto napisać o niej osobny post.


3.  Zainstaluj w smartfonie notatnik

Korzystam z telefonu zazwyczaj tylko, kiedy wychodzę sama z domu. I kiedy mam chwilę na papierosa w spokoju, wtedy w łapach pojawia się moja Motorola. Mam na niej zainstalowany notatnik, bardzo prosty w obsłudze, intuicyjny i... po prostu prosty.

Mogę wtedy szybko coś naskrobać. Kiedy czekam w kolejce u lekarza lub urzędzie, nie korzystam z kartek A4 (choć zdarzyło mi się, przyznaję), ale głównie z telefonu. Ludziki wokół myślą, że jestem dzieckiem smsów, a ja mogę w spokoju zapisać kolejną stronę powieści lub inny fragment tego, co nie wymaga ode mnie materiałów z informacjami.

Cały czas zwlekam, postanowiłam jednak uruchomić też Dokumenty Googla w swoim telefonie i częściej korzystać z nich również mobilnie. Chodź w moje ślady :)

4. Naucz się przywoływać wenę

Rada bardzo często powtarzana - mówi o niej sam Stephen King w swoim "Pamiętniku rzemieślnika".

Jeśli chcesz czekać na wenę i pisać tylko, kiedy porwie Cię ona w swoje romantyczne szpony - będzie do dupy. Serio, dosadnie i szczerze - będzie do dupy. Fakt, zdarzają się momenty, kiedy pisze się łatwiej, masz milion myśli do wyplucia i palce nie nadążają - ale oprócz tego zdarzają się przecież całkiem zwyczajne dni.

Wtedy musisz wenę po prostu przywołać. Wena musi słuchać Ciebie, nie Ty jej. Musi być posłuszna Tobie i siedzieć obok Twojej klawiatury. Brzmi absurdalnie? Skądże znowu. Myślisz, naprawdę myślisz, że Stephen King przez te wszystkie lata sam z siebie codziennie "dostawał" weny? Nie.

Sama musisz znaleźć sposób JAK ją przywołać. Ze swojego doświadczenia powiem Ci tylko, że można - to trudne - ale można. Opowiem Ci kiedyś, jak przywołuję wenę.

5. Wstawaj wcześniej

Albo później się kładź.

Tak naprawdę jednak żadna z tych opcji nie jest dobra na dłuższą metę, bo kto chciałby non stop wstawać o piątej/szóstej czy siedzieć do dwunastej, by pisać częściej? No wiem, niestety jednak najwięcej mojego pisania odbywa się właśnie wieczorami, czasami wstaję też przed szóstą. To dobra opcja, by nadrobić projekt czy wyłuskać godzinkę lub dwie tygodniowo na samo pisanie kreatywne.

Stanowczo odradzam zarywanie nocy. STA-NOW-CZO. Nie warto marnować zdrowia.

6. Rezygnuj

Brzmi bardzo nieprzyjemnie, bo jesteśmy tylko ludźmi i naprawdę, NAPRAWDĘ nie lubimy z NICZEGO rezygnować. A jednak - aby pisać więcej i częściej, musisz zrezygnować z chilloutu przy fejsie albo filmie z Jenifer. Pamiętaj, by odbywało się w zgodzie z Tobą. To ty ustalasz priorytety - i Ty wybierasz.

Ja rezygnuję codziennie i codziennie podejmuję wybory. Dlatego dziś piszę ten tekst, a jutro o piątej będę pewnie ogarniać projekt. Za to w południe nie napiszę ani słowa, bo pójdę na plac zabaw. Taki totalny chillout.

Każdy z nas ma do zagospodarowania taki sam 24godzinny dzień, pamiętaj :)