Mechanicznie rozdzieleni

Przestałam Cię widywać. W ludziach na ulicy. W kolejce do kasy. Obok popielniczki. Nie widuję Cię już w moim łóżku i coraz rzadziej widuję Cię w swojej przyszłości, przepraszam. Sama nie wiem jak to możliwe, przysięgam – nie wierzę, może to pomyłka w laboratorium.

Nie noszę przy sobie telefonu. Specjalnie zapominam go z komody, gdy wychodzę z młodym grabić podwórko. Nie dziwi mnie cisza i nie czekam na wkurwiający dźwięk motoroli. Nie boli mnie, że nie dzwonisz. Może dlatego, że przestałam odbierać. Dlatego nie boli. Dlatego nie wybierasz już mojego numeru.

Uczę się Exela. Na zajęciach mieliśmy, wiesz. Nie wiesz. W każdym razie robię sobie coraz częściej tabelki i zestawienia. Zestawiam życie z Tobą i życie bez Ciebie. Sen w ramionach czy sen po pisaniu. Papierosy na pół czy papierosy z muzyką. Nic z Tobą czy coś samej.

Chciałam przyjechać. Nie znam powodów, może chcę naprawić pomyłkę w laboratorium, może chcę Cię znów widywać za sobą. Może chcę podsumować tabele w Exelu, tak, jak nas nie nauczyli.

Pamiętam.

Coraz mniej Cię w moim życiu. Coraz mniej Cię we mnie. Prawie nie słyszę Twojego imienia – ani w domu, ani w głowie. Nie myślę o Tobie po obudzenia, dasz wiarę? Nie dasz, w Tobie jest wiara tylko w koło. A ja nie chcę już go zataczać, przepraszam.


***


Pewnego wiosennego dnia odbieram telefon. Coś krzyczę, na coś nie odpowiadam, odpalam kolejnego papierosa, warczę. Niczego nie rozumiesz. Ja nie chcę już rozumieć twojego niezrozumienia. Weź je dla siebie.

Ze zdziwieniem i żalem spoglądam w przepaść, która wyrosła między nami. Pomyślisz, że „tak to jest” i „tak się zdarza” i ja Ci przytaknę. Ale nie u nas – u nas nie ma przepaści, nigdy nie było, my zawsze krok w krok, nawet w piekło.

Aż nagle ja już nie chcę iść Twoją drogą, nie chcę iść obok Ciebie.

Nie wiem, może to chwilowe. Może to przez tę chwilę – 3 miesiące - za chwilę minie 3 miesiące, kiedy zostaliśmy mechanicznie rozdzieleni. Jak skórka od pomarańczy.


Byłam pewna, że umrę, bo tandetnie „wrócą wszystkie dobre wspomnienia”. A ja wciąż śnie twoje picie, twoją nieobecność i łamanie obietnic. Budzę się przerażona, wiesz? Aż dociera do mnie, że Ciebie nie ma. Wtedy się uspokajam. 

***

Czasami myślę, że to coś u góry zadziałało. Bo odchodziłam i nigdy nie zdołałam odejść naprawdę. Jeśli mnie znasz wiesz, że przestałam już o tym mówić - to śmieszne.
I >bach<.

Rozdzielono nas, mechanicznie, a ja - coraz rzadziej go widuję w innych ludziach. W swojej głowie. Gdziekolwiek. 

Myślisz - to dobrze, dziewczyno, ciesz się. A ja wciąż nie wiem, co mam ze sobą zrobić. Ogarnę wszystko, co jest do ogarnięcia i  nadal czegoś mi brakuje. 

Wiem, głupota.